22.07.2010, 10:22

Kredyt walutowy, czyli forex dla każdego

Ocena: 1 gwiazdka Ocena: 2 gwiazdki Ocena: 3 gwiazdki Ocena: 4 gwiazdki Ocena: 5 gwiazdek Ocena: 6 gwiazdek Ocena: 7 gwiazdek Ocena: 8 gwiazdek Ocena: 9 gwiazdek Ocena: 10 gwiazdek

Ocena: 0     / 10 (oddano 0 głosów)

Na pytanie "Czy grasz na rynku walutowym?" gross osób odpowie pewnie: "Ależ skąd, przecież tam można w mgnieniu oka stracić cały zainwestowany kapitał!". Te same osoby zaciągają kredyty w obcych walutach i mają z forexem więcej wspólnego, niż im się wydaje. Jak to się dzieje, że biorąc kredyt walutowy zaczynamy niejako spekulować na wzrost wartości złotego? Kiedy i ile można stracić lub zyskać? Sprawdź z Comperią i bądź świadomy ryzyka.
Nieświadomi kredytobiorcy
Niestety prawda jest taka, że wiele osób, które zaciągnęły kredyty hipoteczne w euro lub frankach szwajcarskich nie zdają sobie sprawy na jakie ryzyka są narażone. Całkiem niedawno zostałem poproszony przez pewnego klienta o wyjaśnienie tajemniczego zachowania się jego kredytu. W pierwszej połowie 2008 r. kupił on mieszkanie finansując transakcję kredytem we frankach – wtedy szwajcarska waluta była na topie. Po regularnym spłacaniu rat przez kolejne dwa lata postanowił sprawdzić ile jeszcze jest winny bankowi. Jak wielkie było jego zdziwienie, gdy okazało się, że kwota jego długu, wyrażona oczywiście w złotych, jest wyższa niż początkowa kwota kredytu… Ten przykład dobitnie świadczy o niewiedzy polskich kredytobiorców. Kto ponosi za to odpowiedzialność? Klienci, którzy łatwo kusili się na niższe raty czy może bankowcy, którzy nakręcali sprzedaż bez wyjaśniania kredytobiorcom w co tak naprawdę się pakują? Jak zwykle, wina pewnie leży po środku. Czas wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodzi.
 
Forex dla odważnych
Forex, czyli rynek walutowy (ang. FOReign EXchange market) jest miejscem, gdzie dochodzi do ogromnej liczby transakcji kupna/sprzedaży walut z całego świata. O wielkości tego rynku świadczy fakt, że dzienny obrót walutami sięga około $4 bln (dla porównania dzienne obroty na nowojorskiej giełdzie NYSE wynoszą blisko $60 mld). Utarło się, że inwestowanie na forexie wiąże się z wysokim ryzykiem, co nie jest kłamstwem. Niedoświadczony inwestor może stracić wszystko w kilku transakcjach. Dzieje się tak za sprawą dźwigni finansowej, która umożliwia zawaracie transakcji o wartości choćby 100 razy większej od faktycznie posiadanych środków. Przy dźwigni 100:1 zmiana wyceny instrumentu o 1 proc. przekłada się na podwojenie zainwestowanego kapitału lub jego całkowitą utratę. Sama idea gry na forexie polega na obstawianiu, która waluta zyska na wartości (aprecjonuje) a która straci (deprecjonuje).
Platformy do gry na rynku walutowym udostępnia kilka biur maklerskich np. TMS Brokers, XTB czy DM BOŚ. Korzystają z nich najodważniejsi inwestorzy. Okazuje się, że nie tylko oni wystawiają się na ryzyko wahań kursowych, lecz również cała rzesza osób pożyczających w zagranicznej walucie…
 
Kwota kredytu a kurs walutowy
Przy kredycie denominowanym do obcej waluty zmiany kursowe można uznać za największy czynnik ryzyka z punktu widzenia spłacającego. Chodzi tu przede wszystkim o kredyty hipoteczne – zgodnie z ostatnim raportem AMRON-SARFiN w I kwartale tego roku ok. 23 proc. kredytów mieszkaniowych udzielono w obcych walutach. Kilka lat wcześniej odsetek ten był dużo wyższy (ponad 50 proc.).

Zaciągając taki kredyt, kwota długu wyrażona jest np. w euro i wysokość raty w euro nie zmienia się przez cały okres kredytowania (dla uproszczenia zakładamy, ze oprocentowanie jest stałe). Dla dłużnika, który zarobkuje w Polsce liczy się jednak to, ile musi oddać do banku w przeliczeniu za złote, co z kolei zależy od kształtowania się kursu EUR/PLN. Jeżeli kurs spadnie (złoty się umocni w stosunku do euro) dłużnik będzie miał powody do zadowolenia, gdyż będzie winny bankowi mniej „złotówek”, mimo że kwota długu w euro wciąż będzie taka sama. Z odwrotną sytuacją mieliśmy do czynienia w początkowym przykładzie. Klient, który w 2008 r. zaciągnął kredyt na 100 tys. franków przy kursie CHF/PLN równym 2,00 dostał kwotę 200 tys. zł. Dzisiaj, kiedy kurs przekracza wartość 3,00 jego dług urósł w przeliczeniu na złote do ok. 300 tys. zł. Pomijając wysokość odsetek, które przy stałym oprocentowaniu de facto także wzrosły, w tym momencie klient ponosi 50-procentową stratę na transakcji, ponieważ posiada dom o wartości 200 tys. zł, za który musi zapłacić 100 tys. zł więcej.
 
W rzeczywistości sprawa jest bardziej skomplikowana, ponieważ lwią część pieniędzy oddawanych do banku stanowią odsetki, które mogą nawet przekroczyć kwotę kredytu. Wysokość odsetek zależy od zmiennego oprocentowania. Nasz przykładowy klient odniósł stratę na osłabieniu złotego, ale równocześnie oprocentowanie jego kredytu mocno spadło. LIBOR CHF 3M w ciągu dwóch lat zmalał z poziomu 2,8 proc. do 0,1 proc. Dlatego płacona przez niego rata kredytowa wzrosła tylko w przybliżeniu o 10 proc.
 
Spekulacja z użyciem kredytu
Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wykorzystać kredyt walutowy do spekulacji na wzrost wartości złotego. Jeśli spodziewamy się aprecjacji polskiej waluty np. względem euro, zaciągamy kredyt właśnie w euro i czekamy na spadek kursu EUR/PLN.. Podobnej spekulacji mogą też się podjąć osoby posiadające niezadłużone mieszkanie. Sposobem na to jest chociażby zaciągnięcie pożyczki hipotecznej w walucie obcej, w ramach której bank daje pożyczkobiorcy gotówkę „do ręki” do wykorzystania na dowolny cel.
 
We wszelkich kalkulacjach trzeba pamiętać, że wcześniejsza spłata kredytu może wiązać się z karnymi opłatami rzędu 1-2 proc. (bank nie może pobierać prowizji za przedterminową spłatę jedynie przy kredycie do 80 tys. zł), dlatego zmiana kursu musi być na tyle duża, aby pokryć wszystkie koszty okołokredytowe.

Spłacenie kredytu przy niższym kursie to jednak nie jedyne wyjście. Można również przewalutować kredyt (koszt operacji także 1-2 proc.) choćby na złote, poczekać na wzrost kursu walutowego i ponownie przewalutować na euro wracając niejako do punktu wyjścia, ale z niższą kwotą zadłużenia. Takie czynności można powtarzać dalej… trzeba jednak zadać pytanie, czy to ma sens. Wykorzystanie kredytu walutowego w celach czysto spekulacyjnych to raczej głupota nierozsądne i bardzo ryzykowne podejście. Są inne instrumenty specjalnie do tego służące, przy których liczba spełnionych założeń potrzebnych do osiągnięcia zysku jest mniejsza. Jeżeli jednak potrzebujemy kredytu choćby na zakup mieszkania, wybór obcej waluty w warunkach niedowartościowania złotego może przynieść wiele korzyści.

Sylwester Góreczny
Analityk Comperia.pl

Wymienione w tekście informacje, liczby i oferty są aktualne w dniu powstania artykułu (22.07.2010).

Podziel się:

Wykop

Comperia.pl w Google+
Ekspert Comperia.pl
2735 artykułów -

zobacz inne artykuły tego autora