Jakich źródeł dochodu nie akceptuje bank?

2014-09-04 14:47:48

Nie wszystkie źródła dochodów kredytobiorców są chętnie akceptowane przez banki. Umowa-zlecenie czy o dzieło nie stanowią wszak solidnej podstawy do osądzenia, jak długo dana osoba może być zatrudniona u tego samego pracodawcy. To przecież stabilność dochodów jest najważniejsza przy ocenie, czy dany kredytobiorca będzie miał niezbędne środki finansowe, by regularnie pokrywać koszty rat.

Instytucje bankowe muszą korygować swoje wymagania względem wnioskujących o kredyty Polaków, dostosowując się do stale zmieniającego się rynku pracy w Polsce. Mimo popularności niechlubnego charakteru tzw. umów śmieciowych, czyli umów o dzieło i zlecenie, większość banków akceptuje tę formę zatrudnienia, wliczając przychody uzyskiwane z tego tytułu przez wnioskodawców do ich zdolności kredytowej, jednakże wymaga od klienta udokumentowania zatrudnienia przez dłuższy czas. W przypadku umowy o pracę jest to minimum 3 miesiące, zaś przy umowach cywilno-prawnych jest to w lwiej części przypadków nawet 12 miesięcy (przy umowach-zlecenie często 6 miesięcy). Nie musi być to zatrudnienie u jednego pracodawcy. Ważna jest jednak ciągłość owego zatrudnienia.

Instytucje finansowe muszą trzymać się nie tylko swoich wytycznych, ale i odgórnych roszczeń instytucji nadrzędnych. Dlatego istnieje kilka form zatrudnienia, które nijak nie kwalifikują się do uzyskania jakiegokolwiek finansowania. Należy do nich urlop macierzyński czy wszelkiego rodzaju zasiłki. Osoby, które dostają alimenty, również nie mogą na ich podstawie uzyskać kredytu w banku.

Coraz więcej młodych osób, które dostają stypendia naukowe czy sportowe, stara się uzyskać bankowe finansowanie. Jednakże dla szkolnych prymusów również nie mamy najlepszych wieści. Otóż taki dokument i dochód nie jest dla banku wystarczający. Banki są zobligowane do dokładnej analizy swoich klientów pod względem zarobków. W przeciwnym razie również na nich spoczywa jarzmo niespłacanych zobowiązań. Z roku na rok rośnie ilość niespłacanych pożyczek, a zwłaszcza kredytów mieszkaniowych, dlatego banki coraz to bardziej rygorystycznie podchodzą do szacowania zdolności kredytowej swoich klientów.

Marzena Kazbieruk