01.09.2011, 13:21

Szkolne Kasy Oszczędności zmieniają się na lepsze

Ocena: 1 gwiazdka Ocena: 2 gwiazdki Ocena: 3 gwiazdki Ocena: 4 gwiazdki Ocena: 5 gwiazdek Ocena: 6 gwiazdek Ocena: 7 gwiazdek Ocena: 8 gwiazdek Ocena: 9 gwiazdek Ocena: 10 gwiazdek

Ocena: 0     / 10 (oddano 0 głosów)

Nowy rok szkolny przyniósł nowości w systemie Szkolnych Kas Oszczędności obsługiwanych przez PKO BP. Od dzisiaj zbierane na ten cel pieniądze są wyżej oprocentowane, dzięki czemu szkoły biorące udział w tym programie będą miały więcej funduszy do wydania. Oczywiście o ile ich uczniowie równie ochoczo jak w ostatnim czasie (lub jeszcze bardziej) ochoczo będą skłonni oszczędzać.

Szkolne Kasy Oszczędności to quasi-bankowy system oszczędzania dla osób niepełnoletnich, w ramach którego uczniowie polskich szkół mają możliwość gromadzenia pieniędzy na specjalnie w tym celu utworzonych książeczkach. Spośród instytucji finansowych biorących udział w tym projekcie wymienić należy przede wszystkim PKO BP oraz niektóre banki spółdzielcze.  

Zaoszczędzone (tj. niewydane na tzw. bieżącą konsumpcję) środki są wpłacane na SKO z dużą regularnością przez ponad 140 tysięcy uczniów, głównie tych pochodzących z niewielkich miejscowości i z uboższych rodzin. Dominują placówki szkolne oraz struktury harcerskie z województw: lubelskiego i podkarpackiego. Dla dzieci z tych regionów (nie bez kozery zwanych Polską B) SKO stanowią szansę na opłacenie wycieczki edukacji lub sfinansowania wyjazdu w ramach tzw. zielonej szkoły.
 
Każdy członek SKO (uczeń lub harcerz) posiada indywidualną książeczkę SKO, będącej de facto rejestrem wpłat drobnych sum, do których nie są doliczane odsetki. Oprocentowanie (aktualnie tj. od 1 września 2011 r.) w PKO BP wynoszące 5 proc. w skali roku) dotyczy dopiero zbiorczych książeczek oszczędnościowych wystawianych na szkołę. Realizacją idei oszczędzania zajmują się wybrani nauczyciele, którzy są opiekunami SKO.
 
Do zgromadzonego przez członków SKO kapitału, odsetki są doliczane są raz w roku, zatem ich kapitalizacja jest roczna. Następuje w grudniu każdego roku i od niej odliczany jest podatek od zysków kapitałowych. Zatem uczniowie wiele nie zyskają – nominalnie nieco ponad 4 proc., czyli mniej więcej tyle, ile wynosi stopa inflacji CPI (4,1 proc. w lipcu 2011 r.). Trudno więc mówić o dużych korzyściach, ale to i tak lepiej niż gdyby zgromadzony w ramach SKO kapitał w ogóle nie procentował.
 
Następnie z puli wspólnych środków, gremia pedagogiczne decydują o sposobie ich wydatkowania i rozdziale pomiędzy poszczególnych klasy: oprócz wspomnianych wycieczek, z pieniędzy tych finansowane są np. zakup sprzętu sportowego lub indywidualne nagrody dla członków SKO.
 
Warto także wspomnieć, że właścicielem rachunku oszczędnościowego w PKO BP (które ze strony „technicznej” obsługuje SKO) jest szkoła, a zgromadzonych nań środków nie można przelać na inne, nawet wyżej oprocentowane konto. W teorii jest tak, że upoważniony przez szkołę nauczyciel może dysponować tymi pieniędzmi zgodnie z celami i statutem SKO. W praktyce trudno sobie wyobrazić, aby przez kilkadziesiąt lat funkcjonowania kas nie dochodziło do „legalnych nadużyć” w tej materii.
 
Z SKO są także związane są: specjalna platforma blogową, uruchomiona dla szkół uczestniczących w programie SKO oraz konkursy z nagrodami, które otrzymują także i nauczyciele. Pedagodzy, którzy „w największym stopniu przyczynili się do upowszechniania idei i praktyki systematycznego oszczędzania”, w dniu edukacji narodowej (14 października) są nagradzani. W bieżącym roku PKO BP wdraża prace informatyczne mające na celu zamianę papierowych książeczek na specjalny rachunek z dostępem przez internet i telefon komórkowy.
 
Na stronach PKO BP można znaleźć informację, że „Ideą SKO jest edukacja uczniów w zakresie oszczędzania i przedsiębiorczości oraz aktywizacja ich członków do czynnego udziału w programie.” Brzmi pięknie, chociaż jest to forma grupowego odkładania kapitału, którym de facto nie można samodzielnie dysponować.
 
Ponadto rzadko kiedy jest tak, żeby oszczędzali wszyscy uczniowie danej klasy lub szkoły, a jeśli nawet, to od swoich rodziców dostają na ten cel różne kwoty. A pieniądze idą później na „wspólny” cel. A to co wspólne, jest tak naprawdę niczyje – o czym najlepiej przekonały się starsze pokolenia Polaków pamiętający czasy PRL-u.
 

Comperia uzyskała informację, że w najbliższej przyszłości ma się to zmienić. Według Michała Macierzyńskiego, dyrektora Biura Innowacji PKO Banku Polskiego: „Wspólnie zarobione pieniądze i uzyskane odsetki wspierają działalność danego SKO, wydawane są na wszystkie dzieci. Nie chcemy tego zmieniać, aczkolwiek widzimy potrzebę wydzielenia i oprocentowania indywidualnych środków każdego dziecka. Takie prace właśnie trwają. Każde dziecko uczestniczące w nowym SKO będzie miało swój własny indywidualny, dobrze oprocentowany rachunek, będzie też miało po raz pierwszy w Polsce i prawdopodobnie w Europie serwis transakcyjny, umożliwiający podgląd do salda i naukę zarządzania swoimi finansami."

Pozostaje mieć nadzieję, że takie rozwiązanie przyczyni się do skuteczniej propagowania bardzo słusznej skądinąd idei oszczędzania. Tymczasem, oprócz podwyższonego oprocentowania wkładów na SKO, możemy podziwiać nowe logo tej inicjatywy bankowców z PKO Banku Polskiego. Całkiem ładne, nieprawdaż?


Paweł Puchalski
Comperia.pl
 

 

 

Wymienione w tekście informacje, liczby i oferty są aktualne w dniu powstania artykułu (01.09.2011).

Podziel się:

Wykop

Comperia.pl w Google+
Ekspert Comperia.pl
2735 artykułów -

zobacz inne artykuły tego autora

Zobacz dyskusje na forum