30.06.2008

Nie bójmy się BIK-u

Ocena: 1 gwiazdka Ocena: 2 gwiazdki Ocena: 3 gwiazdki Ocena: 4 gwiazdki Ocena: 5 gwiazdek Ocena: 6 gwiazdek Ocena: 7 gwiazdek Ocena: 8 gwiazdek Ocena: 9 gwiazdek Ocena: 10 gwiazdek

Ocena: 10     / 10 (oddano 1 głosów)

Rozmowa z Łukaszem Molendą, dyrektorem ds. kredytów dla ludności w Banku Zachodnim WBK

Jak szybko można dzisiaj dostać kredyt gotówkowy?
W ciągu kilku minut. W Banku Zachodnim WBK 90 proc. decyzji zapada dosłownie w ciągu kilku minut, od momentu wprowadzenia aplikacji klienta do systemu. To pełna decyzja, na którą składają się analiza zdolności kredytowej klienta oraz kontakt z zewnętrznymi bazami danych, np. bazą Biura Informacji Kredytowej.

7 lat temu złożyłem wniosek o przyznanie limitu w koncie. Oczekiwanie na decyzję kredytową trwało dwa tygodnie. Co od tamtego czasu zmieniło się w procedurach bankowych?
Nastąpił bardzo dynamiczny rozwój nowoczesnych systemów decyzyjnych w systemie bankowym. Odeszliśmy od decyzji, które były analizowane „ręcznie” przez analityków. Często taki analityk musiał kontaktować się z innymi bankami, żeby zdobyć dane o kliencie. Od tamtego czasu banki przeszły na automatyczne systemy, z których największe znaczenie ma scoring kredytowy.

Na czym on polega?
Jest to metoda pozwalająca, na podstawie analiz statystycznych, ocenić prawdopodobieństwo spłaty kredytu przez klienta posiadającego pewien zestaw cech. 7 lat temu analityk bankowy przeglądał z pewnością pana rachunek bankowy i na tej podstawie podjęta została decyzja o przyznaniu kredytu w rachunku. Dzisiaj banki stosują tzw. scoring behawioralny. To odmiana scoringu, w której analizuje się historię rachunku klienta i przydziela określoną liczbę punktów. W zależności od liczby punktów, odzwierciedlających relacje między zachowaniem klienta na rachunku a prawdopodobieństwem prawidłowej obsługi limitu, limit jest przyznawany bądź nie.

Scoring bazuje na danych statystycznych. Czy banki opierają się na podobnych danych? Czy też w każdym banku mogę być inaczej oceniony?
Większość banków ma swoje systemy scoringowe, natomiast metodologia jest wspólna. Mogą być brane pod uwagę inne cechy, a atrybuty tych cech mogą być inaczej oceniane, ale generalnie ostateczna ocena będzie podobna. Ubiegając się o kredyt w banku A i mając tam określony scoring, w banku B będzie podobnie. Kwestią indywidualnej polityki kredytowej banku będzie natomiast to, czy klient dostanie kredyt, czy nie. Jeden bank może być bardziej liberalny od drugiego.

Czy lepsza ocena scoringowa oznacza automatycznie atrakcyjniejsze warunki cenowe kredytu?
To też zależy od polityki banku. Banki, które mają większe doświadczenie na rynku, mają większą skłonność do indywidualizowania ceny kredytu. Tak wkrótce będzie w naszym banku. Klienci, którzy reprezentują mniejsze ryzyko, będą spłacać kredyty na korzystniejszych warunkach. Indywidualizacja ceny ma za zadanie po pierwsze zachęcić lepszych klientów do zaciągania kredytów. Po drugie chcemy, by dobrzy klienci nie płacili za złych. Często się bowiem zdarza, że globalna cena jest wysoka dlatego, bo dobrzy płacą za tych, którzy mają problemy z prawidłową obsługą kredytu.

Szybka decyzja kredytowa sprawdza się w przypadku klientów banków. A przecież wielu z nich szuka kredytu w innych bankach.
W stosunku do nowych klientów też stosujemy narzędzia statystyczne - tzw. scoring aplikacyjny. Opiera się on o pewne cechy klienta podawane we wniosku kredytowym, aplikacji kredytowej: wiek, wykształcenie, zatrudnienie itp. Te cechy są odpowiednio punktowane i powstaje wynik, który określa prawdopodobieństwo spłacenia kredytu przez tę osobę. Im wyższy score, tym większe prawdopodobieństwo spłacenia, a więc pozytywna decyzja kredytowa i czasem lepsza cena.

Wyobraźmy sobie osobę, która dobrze zarabia, ale wcześniej nie pożyczyła pieniędzy w bankach. System scoringowy potraktuje taką osobę brutalnie, bo nie ma ona historii kredytowej. Czy scoring z automatu nie eliminuje pewnej grupy potencjalnych kredytobiorców?
Odpowiem anegdotą z rynku amerykańskiego. W Stanach Zjednoczonych bez historii kredytowej praktycznie nie można zaciągnąć kredytu. Skoro nie mam historii, nie mogę zaciągnąć kredytu. Jeżeli nie mam kredytu, nie mogę mieć historii kredytowej. Amerykanie wychodzą z tego błędnego koła w ten sposób, że pierwsze kredyty udzielane są na podstawie depozytów, albo przyznawana jest karta kredytowa. Na podstawie obserwacji klienta zaczyna się tworzyć podstawowa historia kredytowa. Na tej podstawie banki mogą już udzielić kredytu.

Czy to samo może spotkać polskich konsumentów?
Polskie banki nie mają aż tak skrajnego podejścia. Ale rzeczywiście taki klient nie będzie mógł skorzystać z niektórych narzędzi, np. nie dostanie oferty bankowej na podstawie swojego zachowania na koncie. Jeżeli taka osoba pozytywnie zostanie oceniona w scoringu aplikacyjnym, nie powinna mieć problemu z uzyskaniem kredytu. Brak jakiejkolwiek informacji na jej temat w Biurze Informacji Kredytowej może natomiast wpłynąć na gorszą cenę kredytu.

Ludzie boją się Biura Informacji Kredytowej.
Niesłusznie. Często spotkamy klientów mówiących, że nie dostali kredytu, bo byli w BIK-u. Zła historia klienta zapisana w systemie BIK-u oczywiście działa na jego niekorzyść. Nie można natomiast zapominać, że zdecydowana większość klientów spłaca kredyty terminowo. Dla nich informacja w BIK-u jest jak najbardziej pozytywna. Nie należy bać się ujawniania pozytywnej informacji kredytowej.

W jaki sposób BIK ułatwia bankom podejmowanie decyzji kredytowej?
Daje automatyczny dostęp do aktualnej bazy danych. W przeszłości, gdy o kredyt wnioskował zupełnie nieznany klient, banki wysyłały do innych, okolicznych banków pytania, czy ta osoba ma u nich jakieś zobowiązania. To bardzo wydłużało proces decyzyjny. Poza tym takie informacje siłą rzeczy były niepełne. Teraz w jednym miejscu znajduje się informacja na temat historii kredytowej danej osoby w całym polskim sektorze bankowym.

Powstanie BIK-u, zautomatyzowanie procesu udzielania kredytów może prowadzić do absurdalnych sytuacji. Zdarzały się przypadki, o czym pisały media, kiedy klientowi po spłaceniu kredytu pozostawała drobna niedopłata. Automatycznie trafiał na czarną listę BIK, o czym dowiadywał się, kiedy chciał wziąć kolejny kredyt.
Jak wszystkie dzieła ludzkie, BIK też ma pewne wady. Automatyzm działa w przeważającym stopniu na korzyść klientów, bo przyspiesza proces decyzyjny. Bywają jednak sytuacje, kiedy takie drobne niedopłaty, przez niektóre banki, są dosyć rygorystycznie traktowane.

Jak wybrnąć z takiej sytuacji?
Jeżeli nie zgadzamy się z informacjami, możemy wystąpić do BIK-u z prośbą o ujawnienie raportu na temat własnej osoby.

Każdy może taki raport dostać?
Każdy jest do tego uprawniony. Jeżeli informacje są niepoprawne, możemy zwrócić się do BIK-u oraz do banku, który takie dane umieścił, o ich zmianę. Jeżeli rzeczywiście miały miejsce jakieś niedopłaty i nie możemy ich zakwestionować, można poprosić bank, który wydał decyzję negatywną w sprawie kredytu, o ponowne rozpatrzenie wniosku i zmianę decyzji. Prośbę można argumentować tym, że niedopłaty były niewielkie.

A jeżeli na czarną listę BIK-u trafiliśmy jak najbardziej słusznie, czy jesteśmy wyeliminowani z rynku kredytowego?
Nie jesteśmy w sytuacji beznadziejnej. W zależności od banku, po kilku latach okres karencji wygasa i zła historia nie jest uwzględniana przy udzielaniu kredytu. Innym rozwiązaniem jest udzielenie kredytu osobie ze złą historią kredytową, ale po wyższej cenie. Takie osoby będą traktowane jako klienci podwyższonego ryzyka. Mówimy tutaj o skrajnych przypadkach, kiedy klient zaniechał spłacania kredytu i doszło do windykacji. Jeżeli opóźnienia w spłacie były krótsze, a później klient spłacał kredyt poprawnie, okresy karencji też są oczywiście odpowiednio krótsze. Okres karencji w dostępie do kredytu zależy od wymiaru winy.

Dzięki automatyzacji, systemom scoringowym, bazie BIK-u kredyt można dostać błyskawicznie. Czy oprócz czasu przyznawania, jakich innych rewolucyjnych zmian można oczekiwać na rynku kredytów konsumenckich?
Rynek kredytów konsumenckich będzie zmierzał w kierunku indywidualizacji ceny. Banki będą odchodziły od jednolitych cen dla wszystkich klientów na rzecz cen adekwatnych np. do poziomu ryzyka. Banki będą się koncentrowały nie na produkcie, ale na całościowej ocenie klienta i na tej podstawie będą oferowały całą paletę produktów. Coraz bardziej wyraźna będzie segmentacja klientów. Banki będą tworzyły produkty adresowane do ściśle sprofilowanej grupy osób. Inny produkt oferowany będzie młodym osobom dopiero wchodzącym na rynek pracy, inny emerytom czy osobom prowadzącym działalność gospodarczą.
Czy będę mógł dostać kredyt bez wychodzenia z domu?
Będzie to możliwe, kiedy rozpowszechni się podpis elektroniczny. Będąc w domu będzie można wysłać wniosek o kredyt i dostać decyzję kredytową, co już dzisiaj jest możliwe, ale również będzie możliwe uruchomienie kredytu.

Po jakie kredyty będziemy częściej sięgać?
Polska prawdopodobnie będzie zmierzać drogą rozwiniętych rynków zachodnioeuropejskich. W przypadku kredytów dla ludności na rynku nierozwiniętym dominują kredyty ratalne. Pojawiają się zabezpieczone w formie poręczenia kredyty gotówkowe i kredyty samochodowe, ale też bardzo rygorystycznie zabezpieczone. Rynek kredytów hipotecznych dopiero się rodzi. Na późniejszym etapie ewolucji rośnie udział niezabezpieczonych kredytów gotówkowych. Udział kredytów ratalnych maleje w ogólnej wartości kredytów dla ludności. Rośnie też dynamicznie udział kart kredytowych, często kosztem limitów w koncie osobistym. Dynamicznie rozwija się rynek kredytów hipotecznych. Na tym etapie jest Polska, Węgry czy Czechy. Rynek dojrzały to taki, w którym dominują kredyty hipoteczne. Do zaspokajania krótkoterminowych potrzeb konsumpcyjnych służą niezabezpieczone kredyty gotówkowe, a płynności dostarczają karty kredytowe.

Rozmawiał Maciej Bednarek 

Wymienione w tekście informacje, liczby i oferty są aktualne w dniu powstania artykułu (30.06.2008).

Podziel się:

Wykop

Comperia.pl w Google+
Ekspert Comperia.pl
2735 artykułów -

zobacz inne artykuły tego autora