03.04.2009

Czy zadłużenie się w dolarach może być opłacalne?

Ocena: 1 gwiazdka Ocena: 2 gwiazdki Ocena: 3 gwiazdki Ocena: 4 gwiazdki Ocena: 5 gwiazdek Ocena: 6 gwiazdek Ocena: 7 gwiazdek Ocena: 8 gwiazdek Ocena: 9 gwiazdek Ocena: 10 gwiazdek

Ocena: 0     / 10 (oddano 0 głosów)

Amerykańska gospodarka funkcjonuje w oparciu o konsumpcję na kredyt. Jest to możliwe tylko dzięki zaufaniu całego świata do dolara. Jeżeli ta wiara się załamie, dolar zacznie tracić. Kredytobiorcy posiadający kredyty dolarowe mogliby zamienić swoje oszczędności w złotych na tanie dolary i spłacić zobowiązanie wobec banku z o wiele mniejszym wysiłkiem finansowym. Co czeka dolara?

Kilka dni temu Comperia opublikowała artykuł Michała Kwiatkowskiego (

Kurs walutowy a koszt kredytu hipotecznego

), w którym przedstawia argumenty przemawiające za kredytem we frankach szwajcarskich. Jednocześnie, na podstawie analizy kursu walutowego na przestrzeni ostatnich 10 lat, Michał odradza zadłużanie się w dolarach. W dużym skrócie wniosek był następujący: w związku z tym, że obecny kurs dolara znajduje się poniżej dziesięcioletniej średniej, w najbliższej przyszłości nie należy liczyć na znaczne osłabienie amerykańskiej waluty. Przytoczone przez Michała dane są niepodważalne. Jego analiza jest prawidłowa i logiczna, jednak zawiera założenie o niezmienności pewnych paradygmatów gospodarczych. Ja chciałbym przytoczyć kilka istotnych faktów, które burzą dotychczasowe paradygmaty i podkopują wiarę w siłę dolara.


Niepokojący stan gospodarki USA
Decyzję o wyborze waluty kredytu poprzeć należy analizą sytuacji gospodarczej kraju pochodzenia waluty kredytowej. Zazwyczaj głównym parametrem ekonomicznym, na który zwracamy uwagę to wysokość stóp procentowych. Oprócz stopy procentowej naszą uwagę przykuć powinny również inne parametry, które mają wpływ na przyszłą siłę nabywczą waluty kredytu, takie jak poziom zadłużenia, ujemny bilans handlowy czy stosunek zadłużenia do Produktu Krajowego Brutto (PKB). Wszystkie te parametry nie przemawiają na korzyść dolara.
Dług narodowy (dług publiczny) USA szacowany jest obecnie na około 11 bln dolarów (ponad 77 proc. PKB). Zadłużenie USA wobec innych państw przekracza już 12 bln dolarów. Największym zagranicznym dłużnikiem USA są Chiny, które posiadają około 2 bln dolarów w formie dolarowych rezerw walutowych i obligacji rządu USA.


 

Saldo rachunku bieżącego w USA
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: Fed

 

Ponadto od 1982 roku, z niewielkimi przerwami na początku lat 90-tych, Stany Zjednoczone utrzymują ujemne saldo bilansu płatniczego. Największą pozycją tego salda jest ujemny bilans handlowy. Oznacza to, że Amerykanie kupują więcej zagranicznych dóbr i usług, niż sami są w stanie sprzedać za granicą. Utrzymywanie takiego stanu jest możliwe jedynie dzięki wpompowywaniu „nowych” dolarów na rynek przez amerykański bank centralny, czyli System Rezerwy Federalnej (Fed) oraz dzięki kredytowej kreacji „nowych” dolarów przez amerykański system bankowy.


 

Wartość zadłużenia gospodarstw domowych, przedsiębiorstw, instytucji finansowych oraz rządu, jako procent PKB w USA

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: Morgan Stanley

 

Ogólny poziom zadłużenia USA wydaje się być jeszcze bardziej przerażający, jeśli porównamy go z wartością PKB. Zadłużenie gospodarstw domowych, przedsiębiorstw, instytucji finansowych oraz rządu w stosunku do PKB wynosi już 350 proc. i jest o 50 pkt. proc. wyższe niż w szczytowym okresie kryzysu z lat 30-tych ubiegłego wieku!

 

Dolar jako waluta rezerwowa
Funkcjonowanie gospodarki USA w oparciu o konsumpcję na kredyt jest możliwe tylko dzięki zaufaniu całego świata do dolara. Swoją pozycję gospodarczą Stany Zjednoczone zawdzięczają w dużej mierze dolarowi, który stał się światową walutą rezerwową. Dopóki dolary amerykańskie będą chętnie akceptowane przez kontrahentów prywatnych i państwa na całym świecie, dopóty USA będą mogły pozwolić sobie na kredytowanie swojej konsumpcji. Jednak czy inwestorzy i rządy innych państw będą w przyszłości akceptowały dolara równie chętnie jak dotychczas?


Pobudzanie gospodarki - plany „antykryzysowe”
Łagodne i płynne wyjście z kryzysu finansowego miały zapewnić Ameryce niskie stopy procentowe. Fed rozpoczął obniżki już w 2007 roku, po pierwszych problemach z najbardziej ryzykownymi kredytami typu subprime. Niestety, widmo recesji było coraz wyraźniejsze i niższa cena pieniądza nie zachęcała już przedsiębiorców i konsumentów do tak intensywnego zadłużania się. W efekcie kryzys finansowy w 2008 roku przekształcił się w kryzys gospodarczy i nie było już mowy o miękkim lądowaniu.


 

Zmiany głównej stopy procentowej Systemu Rezerwy Federalnej w USA

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: Fed

 

 

Ponieważ polityka niskich stóp procentowych nie przynosiła oczekiwanych efektów, rząd USA posunął się jeszcze dalej i rozpoczął pracę nad tzw. antykryzysowymi planami pomocowymi. Zapoczątkowane przez administrację prezydenta Busha i kontynuowane przez administrację Obamy plany pomocowe mają objąć nie tylko sektor finansowy, ale również inne sektory gospodarki, np. branżę motoryzacyjną.  Łącznie na zwalczanie kryzysu rząd USA, wraz z Fed, mają przeznaczyć bezpośrednio około 1,5–1,8 bln dolarów. Jeśli dodamy do tego gwarancje udzielone różnego rodzaju instytucjom finansowym, wartość planów pomocowych wzrasta do około 13 bln dolarów. Najprawdopodobniej już niedługo pomoc publiczna przekroczy wartość rocznego PKB USA, który w 2008 r. wyniósł 14,2 bln dolarów.

Skąd rząd USA weźmie taką sumę bez drastycznego podniesienia podatków? Finansowanie planów antykryzysowych ma być zapewnione dzięki polityce tzw. quantitative easing, polegającej na wykupie obligacji rządowych przez Fed i dopisaniu na rachunku rządu stosownej sumy dolarów. Innymi słowy brakujące biliony dolarów zostaną dodrukowane, a jedynym ich pokryciem będą obligacje rządowe.


Skutki pobudzania gospodarki
W długim terminie jedynym realnym skutkiem prowadzenia luźnej polityki monetarnej niskich stóp procentowych i aktywnego pobudzania gospodarki dodrukowanymi środkami płatniczymi jest utrata siły nabywczej przez te środki płatnicze, czyli inflacja.

Już teraz możemy obserwować znaczący wzrost podaży pieniądza w USA. Podaż pieniądza to wartość występującej w obiegu gotówki oraz pieniądza bezgotówkowego kreowanego przez banki komercyjne oraz bank centralny. Wielkość podaży pieniądza mierzona jest agregatami pieniężnymi M1, M2 oraz M3. W dużym skrócie agregat M1 to gotówka w obiegu oraz depozyty płatne na żądanie. Agregat M2 to agregat M1 powiększony o wkłady oszczędnościowe, a agregat M3 składa się z agregatu M2 oraz depozytów terminowych.

Wszystkie agregaty monetarne w USA na koniec 2008 roku zanotowały ponad 10 proc. wzrost w skali roku. W 2006 roku Fed zaprzestał publikowania najszerszego agregatu pieniężnego M3 (być może nie bez przyczyny), dlatego przez ostatnie 3 lata możemy analizować jedynie jego szacunkowe wartości.

 

Zmiany podaży pieniądza w USA (w proc. w skali roku)
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: Fed, shadowstats.com

 

Inflacyjna dewaluacja dolara jest oczywiście na rękę wszystkim dłużnikom, których zadłużenie wyrażone jest w dolarach. W związku z tym, że największym dolarowym dłużnikiem jest obecnie rząd USA, zakładać można, że proinflacyjna polityka będzie nadal prowadzona przez administrację prezydenta Obamy. Potwierdzeniem tych przypuszczeń są wielokrotnie powtarzane przez prezydenta USA zapewnienia, że jest on zdecydowany zrobić wszystko, co konieczne, by pobudzić wzrost gospodarczy.

Ponieważ dolar jest walutą światową, wywołana przez Stany Zjednoczone inflacja dotknie rynek finansowy na całym świecie. Może to zachęcić niektóre państwa, utrzymujące swoje rezerwy walutowe w tracącym na wartości dolarze, do konwersji tych rezerw na inną, bardziej stabilną walutę czy najlepiej chroniące wartość złoto. Do tej pory nawet nieśmiałe sygnały dochodzące z Chin, dysponujących największymi dolarowymi rezerwami, dotyczące możliwości zmiany waluty rezerwowej, nie służyły dolarowi. Realizacja chociaż części tych zapowiedzi mogłaby oznaczać zalanie rynków finansowych amerykańską walutą i jej niespotykaną dotąd dewaluację.


Sytuacja gospodarcza w Polsce
Jeśli zrealizowałby się czarny dla dolara scenariusz, również saldo zadłużenia kredytów dolarowych uległoby dewaluacji. Kredytobiorcy posiadający kredyty dolarowe mogliby zamienić swoje oszczędności w złotych na tanie dolary i spłacić zobowiązanie wobec banku z o wiele mniejszym wysiłkiem finansowym.

Oczywiście nie bez znaczenia dla opłacalności strategii zadłużania się w dolarach jest sytuacja gospodarcza Polski i prowadzona przez nasz rząd polityka gospodarcza. Jeśli nasz rząd zdecyduje się na naśladowanie polityki prowadzonej przez Amerykanów, to na wartości straci również złoty i parytet wymiany złoty - dolar może być już mniej korzystny dla kredytobiorców. Przed wejściem do strefy euro naszemu rządowi powinno jednak zależeć na utrzymaniu siły złotego wobec euro. Jeśli Europejski Bank Centralny nie będzie naśladował polityki quantitative easing, o wartość euro wobec dolara powinniśmy być spokojni.

 

Ryzyko walutowe - ryzyko polityczne
Poważna decyzja, jaką jest zaciągnięcie wieloletniego kredytu hipotecznego, musi być przemyślana. Wybierając walutę kredytu musimy pamiętać o ryzyku oraz o naszym komforcie psychicznym. Jeśli nasza skłonność do ryzyka jest na niskim poziomie i nawet najmniejsze wahania kursów walutowych nie są dla nas do zaakceptowania, powinniśmy pozostać przy naszej rodzimej walucie. Pamiętać należy również, że realizacja nakreślonego powyżej scenariusza wydarzeń w dużej mierze uzależniona jest od rozstrzygnięć politycznych, a jak uczy nas historia w kwestiach polityki nigdy nie można powiedzieć niczego ze stuprocentową pewnością.


Bartłomiej Samsonowicz
Comperia.pl

Wymienione w tekście informacje, liczby i oferty są aktualne w dniu powstania artykułu (03.04.2009).

Podziel się:

Wykop

Comperia.pl w Google+
Ekspert Comperia.pl
2750 artykułów -

zobacz inne artykuły tego autora