01.08.2011, 10:17

Akcje, obligacje, fundusze-jest w co lokować środki. Ale czy to dobry czas na inwestowanie?

Ocena: 1 gwiazdka Ocena: 2 gwiazdki Ocena: 3 gwiazdki Ocena: 4 gwiazdki Ocena: 5 gwiazdek Ocena: 6 gwiazdek Ocena: 7 gwiazdek Ocena: 8 gwiazdek Ocena: 9 gwiazdek Ocena: 10 gwiazdek

Ocena: 0     / 10 (oddano 0 głosów)

Na rynku zauważono dynamiczny spadek sprzedaży produktów inwestycyjnych. Jak wynika z Monitora Bankowego opublikowanego przez Związek Banków Polskich coraz mniej środków jest lokowanych w akcjach, jednostkach TFI, czy też obligacjach.

Ogólna niechęć inwestorów do podejmowania nadmiernego ryzyka w kontekście niepewnej sytuacji na rynkach finansowych spowodowała, że coraz większa liczba klientów indywidualnych woli trzymać oszczędności w bezpiecznych aktywach. Sytuacja, z jaką mamy do czynienia, nie pozostawia wątpliwości, że klienci omijają te instrumenty, które mogą przynieść stratę.
Jak powszechnie wiadomo, do najbardziej agresywnych i jednocześnie najbardziej ryzykownych inwestycji zaliczyć należy akcje. Rynek akcji jest nie tylko wirtualnym placem do zarabiania pieniędzy, ale uważany za najważniejszy barometr koniunktury gospodarczej. Obserwując wskaźnik popytu na akcje oraz na jednostki funduszy inwestycyjnych można dostrzec, że coraz więcej inwestorów unika nadmiernego ryzyka, co ostatnio nie jest proste.

Grecy straszą inwestorów

Wystarczy wziąć pod uwagę choćby sytuację społeczno-ekonomiczną Grecji. Kraj ten już od dłuższego czasu „straszył” rynki finansowe swoimi problemami fiskalnymi. Pojawiające się pytania dotyczące zadłużenia Hellady  spędzały sen z powiek inwestorom na całym świecie. Znalazło to oczywiście odzwierciedlenie w poziomie indeksów giełdowych, a to z kolei przeniosło się bezpośrednio na spadek sprzedaży akcji, czy też jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych.

w co inwestować 2011

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jednak raport Związku Banków Polskich wskazuje także na spadek popytu na obligacje. To akurat może wydać się nieco dziwne wziąwszy pod uwagę fakt, że te instrumenty finansowe zaliczane są do grupy znacznie bezpieczniejszych aniżeli akcje. Zaistniałą sytuację można wytłumaczyć na dwa sposoby.
 

w co inwestować w 2011


 

Pierwszy to taki, w którym kłopoty krajów południowej Europy np. Grecji, spowodowały zachwianie zaufania globalnych inwestorów do krajów z grupy tzw. rynków wschodzących, a do takich zalicza się również Polska. Drugi powód to skrajnie wysoka inflacja, której bezpośrednim skutkiem  jest spadek realnej wartości pieniądza. Innymi słowy zysk z kuponów obligacji nie przynosi satysfakcjonującej stopy zwrotu dla posiadaczy takich papierów.

Historyczne hossy i histeryczna bessa

Większość ludzi ceni swoje ciężko zarobione pieniądze. Pragną przede wszystkim zachować swój stan posiadania i to co dej pory udało im się uzbierać. Często patrzą na produkty finansowe w nadziei znalezienia „złotego środka”. Szukają czegoś, co pozwoli im efektywnie zarabiać i jednocześnie nie wystawi ich na nadmierne ryzyko. Jeszcze nie tak dawno wielu z nas było też świadkami wojny depozytowej, która wywindowała stawki oprocentowania lokat do 10 proc. Obecnie tyle (i więcej) można zyskać w zasadzie tylko na giełdzie, ale czy warto na niej grać?

Historia pokazuje, że najlepsze momenty do inwestowania są wtedy, kiedy na rynku panują strach i niepewność. To właśnie wtedy z zainwestowanych środków można osiągnąć najwyższe stopy zwrotu.

w co inwestować w 2011

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dobrze jest przyjrzeć się polskiemu rynkowi giełdowemu z perspektywy kilkunastu lat, a dokładniej jednemu z jego najważniejszych indeksów - WIG20. Jest to indeks zrzeszający 20 największych spółek notowanych na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Widać na nim dokładnie momenty zwrotne w gospodarce, czyli momenty kiedy wszystko było dobrze, gospodarka się rozwijała, giełdy rosły; i momenty kiedy wszyscy myśleli, że gorzej już być nie może, rosnące bezrobocie, recesje itd. Chodzi o lata 1994, 1998, 2001, 2009.

Pierwsza hossa na warszawskiej giełdzie miała miejsce w 1994 roku. Wynikała w dużej mierze z niedojrzałości polskiego rynku, jak również chęci sprawdzenia, co to tak właściwie ta giełda. Takiego tworu w czasach gospodarki centralnie planowanej nikt sobie bowiem nie wyobrażał.

Po wspaniałej hossie przyszła kolej na bolesną przecenę, której nikt się nie spodziewał. Inwestorom wydawało się, że to nie możliwe, jak bardzo indeksy giełdowe mogą spadać-przecież do tej pory rosły! Gdy emocje opadły, nasz rynek zaczął pomału się odbudowywać. Trwało to aż do czasu kryzysu rosyjskiego w 1998 roku.

Następna fala to już „szał” internetowy. Wszystkie spółki mające w swojej nazwie „net” lub „software” cieszyły się ogromnym zainteresowaniem inwestorów. Jakież było zdziwienie graczy giełdowych, gdy w 2001 roku ta bańka pękła, a indeksy giełdowe ponownie runęły w dół. Okazało się, że wyceny tych podmiotów były całkowicie oderwane od ich rzeczywistej wartości.

Kolejną „górkę” większość czytelników powinna już pamiętać. Zaczęła się ona nieśmiało po kryzysie spółek technologicznych, przyspieszyła w 2004 roku, a prawdziwego tempa nabrała w latach 2005-2007. Skończyła się w sierpniu 2008 r. upadkiem wielkiego amerykańskiego banku Lehman Brothers, od którego datuje się największy w tym stuleciu kryzys finansowy. Co więcej – zdaniem wielu analityków, globalna gospodarka nadal w nim tkwi.

Nasi czytelnicy zapewnie pamiętają czas, kiedy to miła Pani z bankowego okienka zachwalała produkty finansowe pozwalające nawet na 20-procentowy zarobek w ciągu roku. Oczywiście mowa tu o jednostkach funduszy inwestycyjnych i to głównie tych agresywnych. Dziś mamy kolejną falę wzrostów i choć trwa ona już blisko dwa lata to do najlepszych czasów jeszcze jej dużo brakuje. Część z nas nie odzyskała jeszcze kapitału zainwestowanego w poprzedniej hossie.

Zanim zainwestujesz

Pomnażając swoje pieniądze warto zwrócić uwagę, że gospodarka porusza się w cyklach. Występują w nich zarówno momenty ogólnego niepokoju i strachu, jak i chwile, kiedy to nastroje są tak optymistyczne, że nikt nawet nie zauważa zagrożeń - a mówiąc dosadniej – nikt nie zwraca na nie uwagi.

Na pytanie tytułowe nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Rynek finansowy cały czas się rozwija i  pojawiają się coraz to nowe instrumenty. Każdy z nas może lokować środki bezpiecznie, a może także grać agresywnie. Wszystko zależy od naszych indywidualnych preferencji i tolerancji na ryzyko.
 
Stare powiedzenie inwestorów mówi: „kupuj, gdy wszyscy sprzedają, a sprzedawaj, gdy wszyscy kupują”. Brzmi kolokwialnie, ale taka jest prawda. Obserwując wykres naszej giełdy widać, że właśnie w momentach największej paniki zainwestowane środki przyniosą nam największe zyski.

A gdy nie jesteśmy skłonni do ryzyka zawsze możemy pomnażać swoje oszczędności na lokatach bankowych, obligacjach Skarbu Państwa czy też na różnego typu produktach strukturyzowanych z gwarancją kapitału.

Inwestowanie jest sztuką i nie ma jednoznacznej wskazówki jak zarabiać pieniądze. Ważne jest, aby każdy pamiętał, że z pieniędzmi nie ma żartów i że każdy przed sobą odpowiada za podjęte decyzje. Odpowiedzialnością za nietrafione inwestycje nie powinno się obarczać tej czy innej pani z banku.

Instytucje finansowe tylko nam pokazują dostępne instrumenty, ale decyzja jest zawsze po naszej stronie. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć czytelnikom udanego inwestowania.

Jacek Kasperczyk
Comperia.pl

Wymienione w tekście informacje, liczby i oferty są aktualne w dniu powstania artykułu (01.08.2011).

Podziel się:

Wykop

Comperia.pl w Google+
Ekspert Comperia.pl
2735 artykułów -

zobacz inne artykuły tego autora

Zobacz dyskusje na forum
Forum o lokatach
Czy opłcaca się oszczędzać na IKE? 10.3.2015 9:31 przez:
Davidas

forum o lokatach