
Dlaczego zdecydowałem się na kartę? Po pierwsze dlatego, że była za darmo. Wprawdzie oferta w pierwotnym kształcie wymaga opłacania ubezpieczenia na wypadek utraty lub kradzieży karty, jednak świadomie z niej zrezygnowałem. Koszt prawie 4 zł miesięcznie daje rocznie niecałe 50 zł. A praktyka pokazuje, że dochodzenie swoich racji z takiego ubezpieczenia jest bardzo uciążliwe. Tym sposobem koszt wydania i użytkowania karty spadł faktycznie do zera.
Sam brak kosztów wydania karty nie przekonałby mnie jednak do jej wzięcia. Zachęt musiało być więcej. I było. Zadaję sobie tylko teraz pytanie, czy mają charakter realny czy raczej wirtualny? Ale po kolei.
Ubezpieczenia w pakiecie
Podobny pakiet na okres kilku czy kilkunastu dniu kosztowałby na rynku powyżej 100 zł. Jest to więc już coś. Dodam jednak, że uzyskanie kompletu informacji o powyższym ubezpieczeniu, w tym wskazówek jak i gdzie można z niego skorzystać, nie było proste. Trzeba niestety włożyć w to trochę samodzielnej pracy - rozmowa z bankowym konsultantem nie wystarczy.
Zniżki w sklepach
Złota karta kredytowa daje dodatkowo możliwość uzyskania zniżek na szereg produktów i usług. W samej Warszawie jest ponad 200 miejsc, gdzie płatność plastykowym pieniądzem przyniesie oszczędności. A są to sklepy odzieżowe, perfumerie, apteki, restauracje itd. Brzmi zachęcająco. Problem tylko w tym, że zapamiętanie tych wszystkich punktów jest, co by nie mówić, trudne. Osobiście, dokonując zakupów wychodzę od zidentyfikowania określonej potrzeby i jeżeli napotkam na swojej codziennej drodze odpowiedniego oferenta, to ją spełniam. Na przykład kupuję jakąś część garderoby. Korzystanie ze zniżek dostępnych z kartą wymagałoby zmiany podejścia. Musiałbym w pierwszej kolejności poznać listę promocyjnych punktów i zastanowić się, czy z nich nie skorzystać. Tylko w ten sposób zyskałbym na promocji.
Życiowa praktyka już niedługo pokaże, czy dodatkowe korzyści związane ze złotą kartą kredytową w moim przypadku będą realne czy tylko wirtualne.
Bartosz Michałek