Zarabianie na giełdzie może być banalnie proste
Kupuj plotki, sprzedawaj fakty - tę zasadę lokowania na giełdzie zna każdy inwestor. Inną, wieszczącą koniec rynku byka brzmi: kiedy w kolorowych pismach piszą o hossie, sprzedawaj. Z tymi dwiema fundamentalnymi maksymami zarabianie na giełdzie może być banalnie proste.
Giełdą rządzą trendy. Wyróżniamy trzy: spadkowy, wzrostowy i boczny. Na dwóch pierwszych da się zarabiać, trzeci to czas odpoczynku. Jak sprawić by być zawsze po dobrej stronie rynku? Co zrobić, by kupować, kiedy zaczyna rosnąć i sprzedawać, gdy nadchodzą spadki? Wydaje się, że wystarczy obserwować media. Analiza ilości i jakości publikowanych komentarzy w połączeniu z obserwacją giełdowych indeksów może stanowić efektywny wskaźnik podpowiadający, kiedy wejść na rynek, a kiedy z niego uciekać.
Weźmy na tapetę w pierwszej kolejności czas hossy. Sielanka. Niemal wszystkie aktywa przynoszą zyski. W takich okolicznościach niebezpieczeństwo tkwi w uśpionej czujności inwestora. Jeżeli bowiem od dłuższego czasu w sposób stabilny rośnie wartość posiadanych akcji, to po co się ich wyzbywać? Nad rozsądkiem i zimną kalkulacją zaczyna dominować pewność trwania tego dobrostanu jeszcze przez długi, choć bliżej nieokreślony czas. Kiedy więc redukować pozycje w akcjach? Otóż wtedy, kiedy już wszyscy na ulicach mówią o hossie, kiedy ta wiedza jest powszechna, kiedy kolorowe tygodniki o tym piszą. Tak mocne przekonanie ogółu o trwaniu trendu wzrostowego świadczy o bliskim jego końcu.
A co zwiastuje koniec trendu spadkowego? W tym przypadku zadziała dokładnie ta sama zasada. Kiedy już wszystkie media bez wyjątku mówią o kryzysie, kiedy dominują informacje negatywne i nikt nie wierzy w rychłe odbicie - to doskonały moment do wejścia na rynek. Przekonanie ogółu o trwaniu negatywnego trendu to pierwszy wskaźnik bliskiego jego odwrócenia.
Powyższe zasady znajdują potwierdzenie w polskiej rzeczywistości ostatnich miesięcy. Przypomnijmy sobie wakacje ubiegłego roku, kiedy trend wzrostowy uległ odwróceniu, a także kilka miesięcy poprzedzających wakacje. Dominowały publikacje o królującym w Polsce rynku byka. Tymczasem niedługo potem nastąpił gwałtowny spadek indeksów. Analogiczną historię mieliśmy w bieżącym roku, w lutym. Media trąbiły o kryzysie niemal 24 godziny na dobę. Tymczasem okazuje się, że od lutowego dołka indeksy urosły o ponad 60 proc.
Jaką sytuację mamy dzisiaj? Otóż negatywne komentarze przeplatają się już mniej więcej w tej samej proporcji z pozytywnymi. To może oznaczać, że przed nami jeszcze wiele dobrych dni na giełdzie. Nie jest to wprawdzie dołek stanowiący początek dobrego trendu, jednak ceny będą wciąż rosły, szansa na zarobek więc wciąż w zasięgu ręki. Oczywiście, jak to na giełdzie, nie będzie to wzrost liniowy, niepozbawiony korekt, jednak powrót hossy w kategoriach średnio i długoterminowych wydaje się bardzo prawdopodobny.
Bartosz Michałek
Comperia.pl
~gość