
Na pewno sytuację polskich banków w tych arcytrudnych warunkach należy rozpatrywać na dwóch płaszczyznach - wizerunkowej i finansowej. Kryzys z przełomu 2008 i 2009 roku jest nazywany często kryzysem zaufania do instytucji finansowych. To banki i fundusze inwestycyjne są obarczone winą za problemy sektora finansowego. Według tych teorii pazerność banków i brak kontroli ryzyka, chciwość zarządzających funduszami doprowadziła do nadmiernej akcji kredytowej, zbytniego skomplikowania produktów finansowych i rozmnożenia produktów, które były zbyt ryzykowne dla wszystkich uczestników rynku (a mimo to były kupowane i odsprzedawane jeszcze mniej świadomym klientom indywidualnym).
Toksyczne aktywa, a więc papiery wartościowe, których wartość zależała pośrednio albo bezpośrednio od spłacalności kredytów hipotecznych zaraziły bardzo dużo instytucji finansowych. To sprawiło, że nawet między sobą banki straciły bardzo dużo zaufania. Stawki oprocentowania kredytów na rynkach międzybankowych oraz spready na tzw. swapach skoczyły bardzo mocno. Zaufanie stało bardzo drogie! Nawet mocne obniżki stóp procentowych przez większość banków centralnych nie spowodowały od razu obniżek stóp procentowych na rynku międzybankowym.
Polskie banki, będąc elementem światowego systemu bankowego, również doświadczyły kryzysu na własnej skórze. Przede wszystkim wzrosły koszty finansowania na rynku międzybankowym - polskie banki zaczęły powątpiewać w dobrą kondycję konkurencji. Dodatkowo banki, które udzielały kredytów hipotecznych w obcych walutach, zaczęły mieć problemy z pozyskiwanie środków na ich refinansowanie w ramach tzw. transakcji refinansowych (również za pomocą swapów). A jeśli już mogły to zrobić, to po bardzo wysokich cenach - znacznie wyższych niż marże, na jakich kredyty były udzielane, klientom. Musiały więc dokładać do interesu.
W okresie trudności z uzyskaniem kapitału na rynkach finansowych banki zaczęły prześcigać się w oferowaniu super atrakcyjnych depozytów klientom indywidualnym. Ale tutaj również musiały dopłacać do interesu. A sentyment do banków został podkopany przez problemy również spółek matek, które za granicą odczuwały problemy (np. Forits, Unicredit).
W pewnym momencie polskie banki same zaczęły pracować na swój zły wizerunek, w popłochu zmieniając decyzje bankowe lub próbując wymusić na klientach podpisywanie aneksów do już istniejących umów kredytowych, a które miały na celu zwiększać marżę banku. Z tej próby wyszły jednak obronną ręką. Mogły stracić więcej.
Jeśli zaś chodzi o finansową kondycję banków w czasie kryzysu, wielu analityków twierdzi, że jest ona jeszcze niewiadomą. Oczywiście przychody i rentowność prawie wszystkich banków spadły. Winne temu są przede wszystkim bardzo wysoko oprocentowanie lokaty bankowe, które banki musiały oferować, by pozyskać pieniądze klientów. W sytuacji stagnacji na rynku kredytów odrabianie tak wysoko oprocentowanych lokat jest trudne. Banki jednak od razu zareagowały na kryzys i ograniczyły akcje kredytową w segmencie kredytów hipotecznych i zwiększając ją w wysoko marżowych kredytach gotówkowych, kartach kredytowych czy kredytów samochodowych. Dodatkowo podniosły opłaty za prawie wszystkie operacje bankowe. Wygląda na to, że i w tym przypadku im się upiekło.
Karol Wilczko