
Coraz częściej trafiają do Comperii listy, których autorzy skarżą się na doradców, agentów, pośredników, którzy "nakłonili" ich do podjęcia określonej decyzji finansowej. Często chodzi o kredyt w walucie obcej, co w kontekście osłabienia złotego może być dzisiaj źródłem frustracji. Innym razem problemem jest ulokowanie pieniędzy w funduszach akcyjnych, co przy obecnej koniunkturze giełdowej musi przynosić straty. Wreszcie powodem do gniewu jest fakt związania się długoterminową umową z firmą ubezpieczeniową celem regularnego odkładania pieniędzy w funduszu kapitałowym. Wielu naszych czytelników skarży się na kilka tego typu rzeczy jednocześnie.
W Polsce nie funkcjonują obecnie przepisy, na podstawie których winą za niekorzystne decyzje finansowe można by obarczyć pośrednika. Nawet jednak, gdyby tak było, spójrzmy sobie wcześniej prosto w oczy i zadajmy pytanie: czy nie sami ponosimy za to winę? W czasach hossy, kiedy wszystko dookoła zyskuje na wartości, kiedy sąsiedzi chwalą się, ile zarobili na inwestycjach, kiedy gazety krzyczą o ponadprzeciętnym wzroście gospodarczym, trudno nie poddać się pokusie. Trudno nie wyciągnąć ręki po wydawałoby się bardzo łatwy zysk. Wtedy nie czyta się tego, co napisano w umowie małym druczkiem. Nie ogląda się każdej złotówki dwa razy. Czujność śpi, a chciwość bierze górę.
Poziom obsługi przez doradców bywa bardzo różny. Znajdą się wśród nich profesjonaliści, ale i naciągacze. Finansowa rzeczywistość jest jednak brutalna i nikt nie odda nam straconych oszczędności niezależnie od naszych racji. Wyciągnijmy więc z tego lekcję: inwestujmy mądrze w przyszłości, a tymczasem walczmy o szybki powrót koniunktury.
Bartosz Michałek, ekspert porównywarki finansowej Comperia.pl
Zamknij
Zamknij
~słońce peru