
W Stanach Zjednoczonych stopy procentowe zostały obniżone prawie do zera - główna stopa rezerwy federalnej wynosi od 0 do 0,25 proc. Z kolei bank centralny Japonii obniżył stopy procentowe do poziomu 0,1 proc. Oznacza to praktycznie bezkosztowy kredyt dla banków komercyjnych. W uproszczeniu celem polityki niskich stóp procentowych jest udostępnienie bankom taniego pieniądza i rozruszanie akcji kredytowej. Bank centralny komunikuje: dajemy wam (bankom) tani pieniądz, wy pożyczajcie go swoim klientom w postaci kredytów hipotecznych, gotówkowych czy samochodowych. Pozostaje jednak kwestia nie do uregulowania przez bank centralny: czy banki zechcą pożyczać pieniądze klientom, a jeśli to, tak to po jakiej cenie.
Przykład Stanów Zjednoczonych i Japonii pokazuje, że tak radykalna obniżka stóp procentowych nie musi oznaczać zwiększenia akcji kredytowej. Po pierwsze, banki wolą trzymać gotówkę na swoich kontach, bo aktualnie z płynnością nie jest najlepiej. Po drugie, instytucje finansowe boją się pożyczać pieniądze klientom w czasach recesji gospodarczej, słusznie obawiając się kolejnej spirali braku spłaty rat kredytowych.
Co więc czeka nas, zwykłych konsumentów? Na pewno nie kredyty z zerowym oprocentowanie czy nawet bliskim 1 proc. O tym na razie należy zapomnieć. Trzymiesięczna stopa LIBOR dla franka szwajcarskiego, od której bezpośrednio zależy oprocentowanie kredytów denominowanych w tej walucie, kształtuje się na poziomie około 0,7 proc., a mimo to kredyty - jeśli już są dostępne - kosztują nas ponad 3 proc. Wynika to z wysokiej marży, jaką banki w czasach kryzysu zaufania narzucają sobie wzajemnie i swoim klientom.
Również w przypadku kredytów złotowych, pomimo spadkowego trendu stopy WIBOR (wyznacznika kosztu większości kredytów), ich koszt kształtuje się ciągle na wysokim poziomie, co skutecznie hamuje spadek rat kredytowych (trzymiesięczny WIBOR wynosi około 6,4 proc., a oprocentowanie kredytów hipotecznych jest o co najmniej 1 pkt. proc. wyższe).
Według mnie 2009 rok upłynie pod znakiem wyraźnego spadku stawki WIBOR, która ukształtuje się na poziomie około 4 proc. To przyniesie wyraźną ulgę kredytobiorcom spłacającym kredyty hipoteczne i nadzieję na tani kredyt tym, którzy dopiero chcą kupić własne mieszkanie lub wybudować dom. Z drugiej strony niskie stopy procentowe w Polsce to również zagrożenie dla złotego - w skrócie: mniej chętnych na nasze obligacje, mniej inwestycji portfelowych, a w konsekwencji spadek wartości naszej waluty. A to oznacza wyższe raty kredytów walutowych. Do momentu, kiedy Polska nie wejdzie do systemu ERM2 (jeśli już mówi się o konkretach w tym kontekście), lepiej zaciągać kredyty w złotych. Później będzie można zdecydować czy przewalutować je na kredyty we frankach lub euro (jeśli do systemu ERM2 wejdziemy przy słabym kursie złotego).
Karol Wilczko, ekspert porównywarki finansowej Comperia.pl
~sfinkz