
Ci, którzy nie posłuchali rad ekonomistów sugerujących zaciąganie długoterminowych zobowiązań w walucie, w której osiąga się dochody, mają powody do zadowolenia. Silnie umacniający się złoty na przestrzeni ostatnich miesięcy sprawił, że średnie raty płacone od kredytów denominowanych we frankach spadły, a banki oferujące do tej pory kredyty złotowe zaczęły powracać do oferty „szwajcarów”. Bo te są tańsze o ponad 30 proc., na co składa się też polityka prowadzona przez banki centralne. Średni poziom trzymiesięcznego LIBOR w Szwajcarii niezmiennie utrzymuje się wokół 2,75 proc., a napływające dane makroekonomiczne sugerują, że kolejnym ruchem Narodowego Banku Szwajcarii (najpóźniej w I połowie 2009 r.) będzie obniżka stóp procentowych.
Z kolei w Polsce wciąż znajdujemy się w cyklu podwyżek stóp procentowych, co jednocześnie stanowi jeden z koronnych argumentów przemawiających za dalszym umocnieniem złotego. Drugim są dobre oceny stanu polskiej gospodarki, która nawet, jeżeli nieznacznie spowolni w drugiej połowie roku, to wciąż będzie rozwijała się w tempie ponad trzykrotnie wyższym niż strefa euro.
Wpływ na notowania złotego wobec franka ma także pozycja szwajcarskiej waluty na rynkach międzynarodowych. A ta może ponownie zacząć się pogarszać. Z jednej strony będzie to wynikiem słabszych danych makroekonomicznych napływających ze szwajcarskiej gospodarki, z drugiej powrotu globalnego apetytu na ryzyko w sytuacji, kiedy zawirowania na światowych rynkach finansowych będą wygasać. Bo frank, podobnie jak japoński jen, jest wykorzystywany przez inwestorów do zawierania spekulacyjnych transakcji zwanych carry-trade. Reasumując, w najbliższych tygodniach notowania CHF/PLN mają szanse przetestować poziom 2,0530 zł, a w perspektywie do 24 miesięcy przełamać psychologiczny poziom 2 zł.
Marek Rogalski, główny analityk Domu Maklerskiego First International Traders
Zamknij
Zamknij
Zamknij
Zamknij
~gość