
Wskaźniki makroekonomiczne odgrywają ważną rolę w funkcjonowaniu współczesnej gospodarki. Ponieważ niejednokrotnie mają wpływ na decyzje podejmowane przez władze czy inwestorów, powinny z założenia w najbliższy rzeczywistości sposób odzwierciedlać sytuację ekonomiczną na danym rynku. Jednak czy jest to w pełni osiągalne? Z pewnością nie, skoro wszystkie wskaźniki konstruowane są wedle sztucznie przyjętej metodologii i stanowią uśrednienie szerokiego ogółu składników. Ponadto owa metodologia może się zmieniać. To z kolei doprowadzić może do zwykłej manipulacji.
Zamieszczony poniżej wykres, pochodzący ze strony shadowstats.com, publikującej ciekawe projekcje wskaźników makro gospodarki amerykańskiej, obrazuje, jak kształtował się ogłaszany publicznie w latach 1980-2009 w USA indeks wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych, czyli Consumer Price Index (CPI) - na wykresie linia czerwona - oraz jak kształtowałaby się wartość indeksu CPI w przypadku wyliczania go w całym okresie metodą przyjętą w latach 80-tych - na wykresie linia niebieska. Przedstawione szacunki są dość wymowne i budzą we mnie poważne wątpliwości co do wiarygodności oficjalnego wskaźnika. Który z nich jest bliższy prawdzie?
Indeks wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) w USA w latach 1980-2008

Dodatkowe pytanie: dlaczego amerykańskim decydentom zależałoby na zaniżeniu podawanej do publicznej wiadomości wartości dynamiki wzrostu cen? Tutaj można snuć już różne domysły. Wysoka inflacja wymusiłaby na Fed podwyższenie stóp procentowych, co pociągnęłoby za sobą dalsze konsekwencje. Wysoki koszt zadłużenia nie pozwoliłby na tak ogromną ekspansję kredytową tamtejszych banków, co z kolei zatrzymałoby nadmuchiwanie spekulacyjnej bańki na amerykańskim rynku nieruchomości, której pęknięcie oskarżane jest o źródło obecnego kryzysu finansowego na świecie. Jednak spowolniłoby to także konsumpcję i co za tym idzie wzrost gospodarczy. Ale czy uniknęlibyśmy wtedy dzisiejszego kryzysu? Dodatkowo rząd USA zadłużony jest na niebotyczne kwoty. Aktualnie dług publiczny sięga ponad 77 proc. rocznego PKB, a samym Chinom Amerykanie są winni około 2 bln dolarów. Znaczny wzrost stopy procentowej oznaczałby problem rządu USA z obsługą swojego zadłużenia, a może nawet bankructwo? (Pisaliśmy o tym: Czy zadłużenie się w dolarach może być opłacalne?).
A co z inflacją w Polsce? Czy również jej wartość jest zaniżona? Jaki to miałoby wpływ na nasze portfele? Przede wszystkim spadłaby rentowność naszych inwestycji. Oznaczałoby to zatem spadek realnych odsetek uzyskiwanych z tytułu lokat bankowych, a nawet realny ich brak (w przypadku inflacji wyższej od oprocentowania lokat wszystkie naliczane odsetki zjadane byłyby przez spadek wartości ulokowanego kapitału).
Jak widać, wskaźniki makroekonomiczne mogą budzić wiele kontrowersji.
Sylwester Góreczny
Zamknij
~remigiusz