Jesteś tu: Strona główna >> Okiem Comperii >> Manipulacja wskaźnikami naraża nas na straty


2009-04-09

Manipulacja wskaźnikami naraża nas na straty

Manipulacja+wska%BCnikami+nara%BFa+nas+na+straty+
Rentowność inwestycji w dużej mierze zależy od wysokości inflacji. Jednak nie wszyscy zdają sobie sprawę, że wskaźnik ten może podlegać manipulacjom i poprzez sztuczne obniżenie ukrywać ponoszone przez nas straty. Czy rzeczywiście na lokacie można zarobić? Wyjaśnia Sylwester Góreczny.

Wskaźniki makroekonomiczne odgrywają ważną rolę w funkcjonowaniu współczesnej gospodarki. Ponieważ niejednokrotnie mają wpływ na decyzje podejmowane przez władze czy inwestorów, powinny z założenia w najbliższy rzeczywistości sposób odzwierciedlać sytuację ekonomiczną na danym rynku. Jednak czy jest to w pełni osiągalne? Z pewnością nie, skoro wszystkie wskaźniki konstruowane są wedle sztucznie przyjętej metodologii i stanowią uśrednienie szerokiego ogółu składników. Ponadto owa metodologia może się zmieniać. To z kolei doprowadzić może do zwykłej manipulacji.


Weźmy pod lupę inflację - podstawowy miernik ekonomiczny, decydujący m.in. o rentowności inwestycji, wartości PKB czy też wykorzystywany przy waloryzacji rent i emerytur. O wysokim znaczeniu tego wskaźnika nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak inflacja pokazuje tylko średni wzrost cen rynkowych obliczany na podstawie standardowego koszyka dóbr i usług. Indywidualnie dla każdego rynku realna inflacja ma odrębną wartość, takich rynków natomiast jest niezliczona ilość. Jako przykład wystarczy skonfrontować rynek nieruchomości i sprzętu elektronicznego. Na pierwszym z nich od pewnego czasu utrzymuje się wysoka dynamika wzrostu cen, na drugim - spadek (deflacja). Również dla każdego z nas, jako konsumentów, realna inflacja różni się wraz ze zmianą struktury nabywanych dóbr. Ponadto skład
A może tradycyjna lokata bankowa? Sprawdź w naszej porównywarce!
standardowego koszyka ulega modyfikacjom, jak i sam sposób interpretacji zmieniającej się sytuacji rynkowej. Skoro można ingerować w procedurę kalkulowania inflacji, rodzi się pokusa sztucznego podrasowania wskaźnika, choćby w celu pokazania stanu gospodarki w lepszym świetle. Jaka metoda mierzenia inflacji jest zatem najlepsza i na ile oficjalne dane odbiegają od swego realnego poziomu?


Zamieszczony poniżej wykres, pochodzący ze strony shadowstats.com, publikującej ciekawe projekcje wskaźników makro gospodarki amerykańskiej, obrazuje, jak kształtował się ogłaszany publicznie w latach 1980-2009 w USA indeks wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych, czyli Consumer Price Index (CPI) - na wykresie linia czerwona - oraz jak kształtowałaby się wartość indeksu CPI w przypadku wyliczania go w całym okresie metodą przyjętą w latach 80-tych - na wykresie linia niebieska. Przedstawione szacunki są dość wymowne i budzą we mnie poważne wątpliwości co do wiarygodności oficjalnego wskaźnika. Który z nich jest bliższy prawdzie?

 

Indeks wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) w USA w latach 1980-2008

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodatkowe pytanie: dlaczego amerykańskim decydentom zależałoby na zaniżeniu podawanej do publicznej wiadomości wartości dynamiki wzrostu cen? Tutaj można snuć już różne domysły. Wysoka inflacja wymusiłaby na Fed podwyższenie stóp procentowych, co pociągnęłoby za sobą dalsze konsekwencje. Wysoki koszt zadłużenia nie pozwoliłby na tak ogromną ekspansję kredytową tamtejszych banków, co z kolei zatrzymałoby nadmuchiwanie spekulacyjnej bańki na amerykańskim rynku nieruchomości, której pęknięcie oskarżane jest o źródło obecnego kryzysu finansowego na świecie. Jednak spowolniłoby to także konsumpcję i co za tym idzie wzrost gospodarczy. Ale czy uniknęlibyśmy wtedy dzisiejszego kryzysu? Dodatkowo rząd USA zadłużony jest na niebotyczne kwoty. Aktualnie dług publiczny sięga ponad 77 proc. rocznego PKB, a samym Chinom Amerykanie są winni około 2 bln dolarów. Znaczny wzrost stopy procentowej oznaczałby problem rządu USA z obsługą swojego zadłużenia, a może nawet bankructwo? (Pisaliśmy o tym: Czy zadłużenie się w dolarach może być opłacalne?).


A co z inflacją w Polsce? Czy również jej wartość jest zaniżona? Jaki to miałoby wpływ na nasze portfele? Przede wszystkim spadłaby rentowność naszych inwestycji. Oznaczałoby to zatem spadek realnych odsetek uzyskiwanych z tytułu lokat bankowych, a nawet realny ich brak (w przypadku inflacji wyższej od oprocentowania lokat wszystkie naliczane odsetki zjadane byłyby przez spadek wartości ulokowanego kapitału).


Jak widać, wskaźniki makroekonomiczne mogą budzić wiele kontrowersji.


Sylwester Góreczny

Comperia.pl

2009-04-09
Forum (2)
Dodaj wątek
Dodaj komentarz
Autor:
max. 12 znaków
Tytuł:
max. 120 znaków
Komentarz:
 
max. 2000 znaków
Wpisz kod
z obrazka:
Bardzo interesujący artykuł. Mam nadzieję, że czytelników zainteresuje też moja ocena wpływu inflacji na wyniki inwestycyjne. Piszę tu o funduszach, ale tak naprawdę dotyczy to każdej inwestycji. Zachęcam do lektury i dyskusji. http://blog.opiekuninwestora.pl/index.php/jak-porownac-wyniki-historyczne-funduszy-do-inflacji/
2009-04-17 14:56:51
~remigiusz
odpowiedz
Dodaj komentarz
Zamknij
Autor:
max. 12 znaków
Tytuł:
max. 120 znaków
Komentarz:
 
max. 2000 znaków
Wpisz kod
z obrazka:
Niezłe-tak naprawdę wszyscy moga wszystkim manipulować, ale państwo ma największe pole. Rzeczywiście z tymi nieruchomościami to jest jedna wielka ściema. Ceny wzrosły o 300 proc. w ciagu 3 lat a inflacja wynosi tylko 3 proc.... A przecież mieszkanie to dobro pierwszej potrzeby (swoje lub wynajmowane-czynsze też wzrosły o kilkadziesiąt procent)
2009-04-09 09:24:24
~germańczyk
odpowiedz
Dodaj komentarz
Zamknij
Autor:
max. 12 znaków
Tytuł:
max. 120 znaków
Komentarz:
 
max. 2000 znaków
Wpisz kod
z obrazka: