
Rata kredytu wyrażona jest w walucie, w której został zaciągnięty. Co miesiąc, po odpowiednim kursie jest przeliczana na złote. Im wyższy kurs, tym rata mniejsza. Im niższy, tym płacisz więcej. Po co więc brać kredyt walutowy? Główna motywacja to niższe oprocentowanie tej formy finansowania w porównaniu z kredytami w złotych. Aktualnie stopy procentowe w Polsce wynoszą 5 proc. Dla porównania, poziom stóp procentowych w Szwajcarii to 0,5 proc., w USA 0,25 proc., a w strefie euro 2,5 proc. Różnice, jak widać, są znaczne. Dla modelowego kredytu o wartości 200 tys. zł 1 proc. procent różnicy w oprocentowaniu przekłada się na 2 tys. zł rocznie.
Warto jednak pamiętać, że na oprocentowanie kredytu, obok podanych wyżej stawek, składają się marże odsetkowe pobierane przez banki. Te, w wyniku wlewającego się do Polski kryzysu finansowego, ostatnio wzrosły, w szczególności w przypadku kredytów walutowych. Średnie marże bankowe w przypadku kredytów złotowych, według danych porównywarki finansowej Comperia.pl, jeszcze kwartał temu wynosiły 1,1 pkt. proc., podczas gdy dziś jest to 1,7 pkt. proc. W przypadku kredytów walutowych jest to odpowiednio 1,4 i 2,7 pkt. proc. Kredyty walutowe zdrożały bardziej.
Jeżeli jednak z twoich kalkulacji wynika, że kredyt walutowy to lepszy pomysł niż kredyt w złotych, to czy wybrać dolara, franka, czy euro? W kwestii oprocentowania wygra dolar, przed euro i frankiem. Z kolei, z punktu widzenia dostępności ofert właściwie nie ma różnicy. Banki ograniczyły ją właściwie w tej samej skali. Co jeszcze może mieć znaczenie? Z pewnością ryzyko zmiany kursu walutowego. Jak pokazują ostatnie miesiące, istnieje ono w każdym z trzech wariantów. Jeszcze kilka miesięcy temu dolar kosztował blisko 2 zł, dzisiaj około 3 zł. W przypadku franka szwajcarskiego mamy odpowiednio 2 zł i 2,7 zł, a euro 3,2 zł i 4 zł. Zakres zmian bardzo podobny.
Jest jednak jedna istotna różnica. Polska w perspektywie kilku lat wejdzie do strefy euro. To oznacza, że w okresie przedakcesyjnym kurs złotego będzie sztucznie stabilizowany w stosunku do wspólnej waluty, co będzie musiało istotnie zmniejszyć jego wahania. Z tego punktu widzenia euro wydaje się najlepszą opcją.
Bartosz Michałek, ekspert porównywarki finansowej Comperia.pl