
Walka o lokaty bankowe rozpoczęta w ostatnich miesiącach ubiegłego już nie jest tak spektakularna, ale trwa. Wciąż można zdeponować oszczędności na wyższy procent niż wynosi dzisiaj rynkowa, międzybankowa stawka WIBOR. Większość banków dopłacała i nadal dopłaca do tego interesu. I jak tu zarabiać, kiedy oficjalnie kredytowa śruba jest szczelnie dokręcona? Może na bazie starych klientów?
Patrzę w szczegóły oferty. Kredyt gotówkowy oprocentowany na poziomie 18,5 proc. w skali roku. Rzut oka na wyniki wyszukiwania kredytów gotówkowych na Comperii. Kredyty dostępne od 12,5 proc. w skali roku. Dla kredytu wysokości 5 tys. zł na 3 lata rata różni się o prawie 20 zł. Nie najtaniej, ale jednak miło, że mam taką opcję. Może nieco droższa, ale jednak dostępna. Wystarczy wizyta w oddziale, podpis i załatwione. Wielu na pewno się skusi, a akcja kredytowa nie wyschnie do zera.
Klienci indywidualni, firmy, cała gospodarka czekają na powrót banków do gry. Bez tego na dłuższą metę po prostu się nie da. Te z kolei wcale się do tego nie kwapią. Wciąż codziennie deponują w NBP miliardy zwlekając z walką o nowych klientów. Ponownie zasiewają swoje stare poletko już zdobytych klientów. Dzięki temu nie muszą wyrzucać pieniędzy na drogi marketing, a pozostające w banku zasoby pracowników mają cokolwiek do roboty. O! właśnie dzwoni do mnie pracownik tego samego banku z propozycją karty kredytowej. Przepraszam, muszę już kończyć…
Bartosz Michałek