
Niespodziewany, dodatkowy rachunek za kartę kredytową przypomniał mi o pułapce wpisanej w działanie plastykowego pieniądza. Otóż spóźniłem się jeden dzień ze spłatą zadłużenia. Zdarza się. Niesłusznie przypuszczałem, że sprawa się skończy na naliczeniu odsetek za ten krótki okres wykorzystania kredytu. Nieprawda.
W piątek wieczorem dostałem SMS-a z banku z przypomnieniem o uregulowaniu salda zadłużenia na karcie kredytowej. Ponieważ w tym celu musiałem dokonać przelewu z innego banku, przyzwyczaiłem się do myśli, że opóźnienie w spłacie będzie mnie kosztowało. Nie sądziłem jednak, że aż tak dużo, o czym przekonałem się dzisiaj po wykonanym na infolinię telefonie. Okazało się, że bagatela 170 zł. Niektóre z transakcji z wyciągu były dokonane prawie dwa miesiące temu. Odsetki naliczono za cały ten okres.
Co się stało dalej? Dodatkowo wymagana ode mnie kwota została dopisana do wyciągu za kolejny miesiąc. Gdybym nie zadzwonił, opłata umknęłaby mojej uwadze. I tak mogłaby się nakręcić spirala zadłużenia. Odsetki od odsetek. Opłaty za brak spłaty itd. Oto idea wydawania przez banki niezliczonych ilości kart kredytowych. Mniej świadomi ich użytkownicy mają zachętę do skorzystania z darmowego -mogłoby się wydawać - kredytu. Nieuważne śledzenie wyciągów powoduje wzrost zadłużenia. Z czasem staje się coraz bardziej dotkliwe, aż sięga maksymalnego limitu. Nie dopuść do tego.
Nie chcę straszyć kartami kredytowymi. Nie chcę też odwodzić od ich używania. Same w sobie są bardzo wygodnym i potrzebnym narzędziem. Ale również niebezpiecznym dla Twojego portfela. Na co dzień wiele czynności wykonuje się mechanicznie. Nie myśli się o tym, ile limitu zostało na karcie i kiedy przypada spłata. I oto właśnie chodzi w całym karcianym biznesie. Wpadnięcie w taką misternie zastawioną pułapkę może słono kosztować. Trzeba po prostu uważać.
Bartosz Michałek