
Namawianie dziś inwestorów do nabywania jednostek lub certyfikatów akcyjnych funduszy inwestycyjnych może kojarzyć się z zachęcaniem ich do stąpania po rozżarzonych węglach. Tymczasem jeszcze kilka miesięcy temu inwestorzy kupowali sporo droższe wtedy akcje na masową skalę, w tym także te, które analitycy i eksperci radzili omijać z daleka. Ówczesny hurra optymizm przerodził się w skrajny pesymizm, czyli w emocje, które efektownie wypadają w mediach, ale nie przekładają się na grubsze portfele inwestujących.
Niedawno Arka zaproponowała klientom nowy zamknięty fundusz inwestycyjny Arka BZ WBK Akcji Środkowej i Wschodniej Europy FIZ. Nowy fundusz przygotowany został z myślą o najbardziej wymagających klientach, takich jak na przykład posiadacze prywatnych portfeli asset management. Zapisy na certyfikaty trwają już niemal dwa tygodnie, ale kolejek nie widać. Nawet możliwość inwestowania na 19 wschodzących rynkach, w części wspieranych wielkimi pieniędzmi z Unii Europejskiej, przestała kusić oszczędzających. Jakby wszyscy uznali, że pociąg z akcjami się wykoleił, a podróżnym pozostaje czekać w poczekalni z napisem lokata. Tymczasem na bocznych torach cały czas trwa ruch i formują się składy do kolejnych dalekich podróży. Inwestorzy, obecni na giełdzie już od dawna, właśnie teraz szukają inwestycji na kolejne lata.
Teza 1: Konsekwencja procentuje
Innym podejściem od strategii włóż i trzymaj jest systematyczne oszczędzanie. Osoba, która na koniec kwietnia 1998 roku wpłaciłaby do Arki BZ WBK Akcji FIO pierwszy tysiąc złotych i co miesiąc, nie bacząc na bieżącą koniunkturę, do końca marca 2008 roku wpłacała po tysiąc złotych, dziś miałaby 327 tysięcy 234 złote. Przez 10 lat wpłaciła 120 tysięcy złotych, a jej oszczędności wypracowały w tym czasie ponad 200 tys. zysku!
Inną kwestią jest czas inwestycji. Na jak długo najlepiej inwestować w akcje? Nasi zarządzający mówią, że co najmniej na 5 lat. Tyle zwykle bowiem wystarczy, aby fundusz akcyjny wypracował solidną stopę zwrotu i to nawet w przypadku, gdy mieliśmy to nieszczęście, że zainwestowaliśmy na górce. Wielu z 2,5-3 milionów inwestorów, którzy weszli do funduszy w ostatnich latach nie ma za sobą nawet połowy tego okresu...
Teza 2: Większość nie zawsze ma rację
Kiedy zainwestować, żeby zarobić jak najwięcej? Tego oczywiście z wyprzedzeniem nikt nie jest
Drugą przesłanką do optymizmu jest paradoksalnie pesymizm uczestników rynku . W Polsce nikt regularnie nie bada ich nastrojów tak, jak to się robi w Stanach Zjednoczonych. Badania te pokazują, że obecnie uczestnicy rynku w USA w szczególności inwestorzy indywidualni bardzo pesymistycznie oceniają perspektywy rozwoju sytuacji. Od początku lat 90-tych jedynie czterokrotnie mieliśmy do czynienia z tak głębokim jak obecnie pesymizmem wśród inwestorów. Za każdym razem skrajny pesymizm wywoływany był przez znaczące wydarzenia: inwazja Iraku na Kuwejt, recesja w Stanach Zjednoczonych na początku lat dziewięćdziesiątych czy pęknięcie internetowej bańki. Gdzie są wspomniane źródła optymizmu? Otóż we wszystkich przypadkach, inwestorzy negatywnie oceniając dalsze perspektywy rozwoju rynku... mylili się. Szczyt negatywnych nastrojów za każdym razem okazywał się de facto ostatnim akordem spadków, bezpośrednio po nich następowały wzrosty. Najbardziej wymownym przykładem jest tu pogorszenie nastrojów inwestorów w związku z inwazją na Kuwejt i pierwszą wojną w Zatoce Perskiej wtedy to nastroje były najgorsze obawy o konsekwencje konfliktu i wpływ drogiej ropy na światowe gospodarki spędzały sen z powiek inwestorom i analitykom. Jednak to właśnie wtedy rozpoczęła się trwająca około 10 lat fala wzrostów.
Jest jeszcze jedna bardziej wyrafinowana przesłanka świadcząca o dobrym momencie do zainwestowania spadek kosztu ubezpieczenia ryzyka inwestycji w papiery dłużne banków. Jak wiadomo, ogromne straty wielu banków są główną przyczyną obecnego kryzysu. Po marcowym szczycie wzrostu kosztów ubezpieczenia ryzyka inwestycji w papiery dłużne banków nastąpił ich spadek o ok. 50 proc. Choć jeszcze daleko do pełnej stabilizacji, to jednak wyraźnie widać, że powoli odbudowuje się zaufanie do banków. A wraz z nim na nowo rośnie zaufanie do rynków finansowych.
Reasumując: czy akcje mogą być jeszcze tańsze? To są pytania, na które różnie można odpowiedzieć, ale zawsze trafne odpowiedzi warte są miliony. Co do jednego jestem przekonany: jeśli ceny akcji jeszcze spadną, to raczej niewiele.
Giełdy nie są maszynkami do zarabiania pieniędzy i nigdy nie gwarantują zysków. Z drugiej strony giełdy najszybciej reagują na poprawę koniunktury i póki gospodarki się rozwijają, są one w stanie odrobić nawet największe straty.
Według naszych prognoz, w latach 2008-2012 roku WIG powinien wzrosnąć o 58 proc., ale warto podkreślić, że w naszym regionie powinny znaleźć się jeszcze bardziej dynamiczne rynki. Według nas, na giełdzie tureckiej będzie można zarobić 73 proc., a na austriackiej 88 proc.
Krzysztof Samotij, prezes BZ WBK AIB TFI
Zamknij
Zamknij
~arek