
Przeglądając ostatnie rankingi lokat terminowych nasuwa się prosty wniosek - nowe produkty banków są coraz bardziej skomplikowane, ich opakowanie wygląda znacznie atrakcyjniej, a wysokie oprocentowanie często ozdobione jest małymi gwiazdkami. W erze marketingowych sztuczek musimy być bardziej czujni, by nie dać się wprowadzić w błąd. Coraz więcej energii musimy włożyć w to, by kupić tylko ten produkt, po który do banku przyszliśmy.
Pakiety, polisy i gwiazdki
Popularność zyskują depozyty oferowane w formie ubezpieczenia. Z punktu widzenia klienta, produkt jest bliźniaczo podobny do zwykłej lokaty, jednak pozory mylą. Polisa na życie i dożycie zwolniona jest z podatku od zysków kapitałowych. I tu do akcji ruszają specjaliści od marketingu, dodając do oprocentowania fikcyjny podatek. Dzięki operacji tzw. ubruttowienia cyferki na reklamach stają się wyższe. Ma to oczywiście sens przy porównywaniu potencjalnego zysku ze standardowymi lokatami. Dla klientów, którzy nie mają czasu na to, by zastanawiać się czym w danym przypadku jest zysk netto, a czym brutto, nie jest to pomocna informacja.
Więcej za więcej
Sztuczek można znaleźć więcej, np. uzależnienie wysokości oprocentowania lokaty od liczby dodatkowych produktów banku, z których korzystamy, podniesienie oprocentowania za polecenie banku innej osobie, wypłata odsetek w dniu otwarcia lokaty. Często warunkiem założenia lokaty jest otwarcie konta osobistego lub oszczędnościowego, albo jednego i drugiego jednocześnie.
Jak uchronić się przed mylącymi reklamami? Chociażby kilka razy przeczytać umowę, a później dopytać o każdy niejasny szczegół. Łatwo mówić, trudniej zrobić. Żyjemy coraz szybciej i nie mamy czasu wnikać szczegółowo w treść regulaminów czy umów bankowych. Warto mieć jednak świadomość, że z dużym prawdopodobieństwem gdzieś czai się mała gwiazdka. A to już coś.
Tomasz Jaroszek
Comperia.pl
~Różnica