Jak to kryzys przeszedł bokiem
Każde wydarzenie, zjawisko, proces zaznacza dzisiaj swoją obecność w ludzkiej świadomości za pośrednictwem mediów. Jeżeli te chwytają haczyk i dudnią o ważkości jakiegoś zagadnienia, to w mig wiedzą o nim wszyscy. Tak było z kryzysem w Polsce. Kryzysem, którego nie było.
O kryzysie ekonomicznym można mówić wtedy, kiedy gospodarka dwa kwartały z rzędu wykazuje ujemną dynamikę wzrostu. Innymi słowy, przez co najmniej pół roku produkt krajowy brutto, czyli efekt pracy danego społeczeństwa, jest słabszy niż w analogicznym okresie w przeszłości. W Polsce, pomimo ogromnego szumu medialnego wskazującego na ryzyko wtoczenia się wyniszczającego kryzysu, nic takiego nie miało miejsca. Co więcej, pewnie gdyby nie telewizja, radio i prasa większości Polaków nie przyszła by do głowy myśl, że coś w gospodarce jest nie tak. Negatywna informacja ma jednak siłę przebicia. Jednocześnie w tak trudnym gospodarczo otoczeniu niewielu zdobyło się na odwagę wieszczenia rychłego powrotu dobrej koniunktury. I tak utarł się pogląd o kryzysie. Kryzysie, którego nie było.
Złoty rośnie w siłę. Widzą to w szczególności kredytobiorcy spłacający kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich. Poziom 2,70 zł za franka jeszcze niedawno wydał się zupełnie nierealny. Tymczasem pojawiają się coraz częściej głosy, że niedługo ujrzymy franka wartego 2,60 zł. Podobny obraz mamy na giełdzie. Ogromna większość wróżyła dużą korektę tegorocznych wzrostów. Tymczasem indeks dwudziestu największych spółek – WIG 20 – podnosi się jak Feniks z popiołów. Przebijamy 2150 punktów, a przypomnę, że w połowie lutego byliśmy na poziomie 1350! Mówi się jednocześnie o coraz lepszej koniunkturze w przemyśle, coraz mniej skarżą się deweloperzy na poziom sprzedaży mieszkań, ogólnie narzekań coraz mniej. Kryzys mija? Ten, którego nie było?
W społeczności przesiąkniętą informacją trudno jest uwierzyć, że coś o czym się trąbi w mediach nie ma miejsca. Tym bardziej, że przecież w międzyczasie kilka spółek upadło, mieliśmy problem z opcjami walutowymi, raty kredytów wystrzeliły w górę w wyniku osłabienia złotego. Tyle, że takie rzeczy mają też miejsce w warunkach dobrej koniunktury. Nie zaznacza się jednak ich istnienia, ponieważ nie wpisują się w ogólny trend. Kiedy mówi się o hossie, wszyscy wyglądają dobrych informacji. Kiedy mówi się o kryzysie, to królują czarne newsy. Tak już jest. I tak było w kryzysie, którego nie było i mam nadzieję nie będzie.
Bartosz Michałek
Comperia.pl
~gość