W styczniu 2008 roku ceny towarów i usług konsumpcyjnych były wyższe niż w grudniu 2007 roku o 0,8 proc. i o 4,3 proc. w porównaniu ze styczniem 2007 roku – podał Główny Urząd Statystyczny.
W największym stopniu zdrożały żywność i napoje bezalkoholowe (o 1,2 proc. w stosunku do grudnia i aż o 8 proc. w skali roku) oraz usługi związane z mieszkaniem (wzrost w styczniu o 1,9 proc.).
Naturalną konsekwencją rosnących cen jest wzrost kosztów spłacanych złotowych kredytów hipotecznych i innych produktów kredytowych, których oprocentowanie oparte jest o stawkę WIBOR (stawka odwzoruje oprocentowanie kredytów na rynku międzybankowym, czyli poziom po jakim banki skłonne są pożyczać sobie pieniądze).
Wyższa inflacja oznacza bowiem konieczność podnoszenia przez Radę Polityki Pieniężnej urzędowych stóp procentowych, a ich wysokość z kolei wpływa (z wyprzedzeniem lub opóźnieniem) na stawki rynkowe (WIBOR) mające już bezpośrednie przełożenie na wysokość miesięcznych rat spłacanych przez kredytobiorców.
Inflacja roczna na poziomie 4,3 proc. to kolejny niepokojący sygnał, bowiem niebezpiecznie oddala się ona od celu inflacyjnego ustalonego przez Narodowy Bank Polski na poziomie 2,5 proc., jak również od górnej granicy odchyleń od tego celu (3,5 proc.).
Zdaniem obserwatorów rynku, bank centralny zareagował z opóźnieniem, podnosząc dopiero w styczniu 2008 roku stopy procentowe o 25 punktów bazowych – główna stopa referencyjna wynosi 5,25 proc. Do kolejnej podwyżki może dojść na posiedzeniu RPP w dniu 27 lutego. Obecnie rynek zdyskontował dwie podwyżki stóp, po 25 punktów bazowych każda (stawka rynkowa WIBOR 3m jest o około 0,5 pkt proc. wyższa niż stopa referencyjna NBP). Pojawiają się opinie, że dopiero podwyższenie głównej stopy do poziomu 6 proc. mogłoby skutecznie przeciwdziałać rosnącej inflacji.
Dla kredytobiorców taki scenariusz oznaczałby wyraźny wzrost spłacanych rat.
Maciej Bednarek
Comperia.pl