
Nagłe umocnienie złotego w stosunku do franka, w połączeniu z jednoczesną obniżką stóp procentowych, było nie lada niespodzianką. Kiedy kurs franka coraz bardziej oddalał się od rekordowych poziomów z połowy 2007 roku (poniżej 2 zł), wszyscy mieli nadzieję, że jest to sprawa przejściowa. Gdy kurs przekroczył poziom 3 zł, wśród kredytobiorców pojawiły się wyraźne obawy, że może być już tylko gorzej. Przy poziomie 3,30 zł wielu osobom puściły nerwy: "niech się dzieje, co chce". Rynek sprawił jednak nie lada niespodziankę. Znowu jesteśmy poniżej 3 zł za franka. Pytanie, czy tendencja wzrostowa ma szansę się odwrócić.
Kurs walutowy to nic innego jak gra zdrowego popytu i zdrowej podaży z domieszką kąśliwej spekulacji. Popyt budzi się wtedy, kiedy widać, że gospodarka danej waluty jest z jakiegoś powodu interesująca. Może chodzić o wysoki poziom stóp procentowych gwarantowanych przez odpowiedzialny rząd. Mogą to być obiecujące wyceny spółek giełdowych, mających szansę na wzrost dzięki rozsądnej polityce gospodarczej. Powody można mnożyć, tak samo jak dla uzasadnienia pojawienia się większej podaży. Nieodpowiedzialne działania rządzących, bijące w wiarygodność danego kraju, w oczach inwestorów zagranicznych. Zła polityka budżetowa, mogąca wpływać na nieuzasadniony wzrost deficytu. I tak dalej, i tak dalej. Do całości obrazu dochodzi sytuacja na światowych rynkach finansowych, która również może skutkować pojawieniem się spekulantów.
Gdzie w tym całym obrazie plasuje się Polska? Tak, jak pisałem wcześniej, wydaje się że na dobrej drodze. Szereg fundamentalnych argumentów przemawia za mocnym złotym. Już niemal nieśmiertelny argument istnienia dotacji europejskich, wpłacanych do polskiego systemu finansowego w euro. Euro musi być wymienione na złote, a to wpływa na umocnienie kursu, co potwierdzał premier Tusk, komentując słynną interwencję walutową, która miała w rzeczywistości nią nie być. Relatywna atrakcyjność polskiej gospodarki względem regionu, a więc duży rynek wewnętrzny generujący spory, organiczny popyt. Stosunkowo niewielkie uzależnienie wzrostu polskiego PKB od eksportu, szczególnie do krajów przechodzących teraz kłopoty gospodarcze.
Nie jest jednak aż tak różowo. Problemy z finansowaniem wzrostu gospodarczego, a więc odcięcie strumienia pieniędzy od banków kredytodawców, są bolączką przedsiębiorców, ale także klientów indywidualnych. To dzisiaj problem podstawowy. Dochodzi brak zdecydowanych działań rządu, mogących skutkować odkręceniem kurka przez banki. A także te działania administracji, które działają na szkodę - choćby rekomendowane przez premiera Pawlaka metody rozwiązania problemu opcji.
Jaki jest wynik zestawienia tych korzystnych i niekorzystnych zjawisk? No cóż, ostatni tydzień pokazał, że wygrały te pozytywne. Starajmy się wszyscy, bo paradoksalnie każdy ma na to wpływ, aby tendencja była silniejsza. Utrzymuję zatem pogląd, że w średnim i długim terminie złoty powinien rosnąć w siłę. Realnie jednak poziom 2 zł nie jest niestety do osiągnięcia. Szczególnie, że Polska ma się stać uczestnikiem programu ERM 2, co przyniesie stabilizację wahań kursu, również tych in plus przed wejściem Polski do strefy euro.
Bartosz Michałek
Comperia.pl