
Pod koniec ubiegłego tygodnia świat obiegła, z pozoru mało znacząca, informacja dotycząca zmiany sposobu wyceny aktywów przez amerykańskie banki. Informacja ta nie zelektryzowała komentatorów na całym świecie, nie zdominowała serwisów informacyjnych i nie wzbudziła ogólnoświatowej debaty. A moim zdaniem powinna.
Zmiana została wprowadzona przez amerykańską Radę Standardów Rachunkowości Finansowej (FASB), której zadaniem jest opracowywanie rzetelnych i akceptowanych przez ogół uczestników rynku standardów rachunkowości w Stanach Zjednoczonych (tzw. GAAP’ów).
Nowe, moim zdaniem rewolucyjne, standardy wyceny aktywów bankowych dopuszczają możliwość odstąpienia od zasady wyceny aktywów przez rynek. O wartości papierów wartościowych mogą teraz dowolnie decydować same banki. Zgodnie z nowymi standardami, amerykańskie banki mogą w swoich bilansach wykazywać papiery wartościowe np. po cenach ich nabycia, a nie po zdecydowanie niższych bieżących cenach rynkowych. Takie podejście do rachunkowości może zdecydowanie poprawić wyniki finansowe, przeżywających trudne chwile, amerykańskich instytucji finansowych.
Pytanie tylko czy tak kreatywne podejście do rachunkowości nie osiągnie efektów odwrotnych do zamierzonych. Sztuczne pompowanie bilansów może wprowadzać w błąd klientów i inwestorów, a to może prowadzić do błędnych decyzji inwestycyjnych, błędnej alokacji zasobów i w konsekwencji do pogłębienia kryzysu.
Manipulacja wycenami bankowych aktywów jest równie groźna jak manipulacja danymi statystycznymi, takimi jak chociażby inflacja (Pisaliśmy o tym: Manipulacja wskaźnikami naraża nas na straty).
Cel autorów zmiany standardów rachunkowości jest z pewnością szczytny. Twórcy nowych zasad chcą się przyczynić do szybszego wyjścia gospodarki USA z kryzysu. Ale czy cel powinien uświęcać środki?
Wydaje mi się, że ten cel niestety nie zostanie osiągnięty i kryzys sektora finansowego, zamiast stłumiony, zostanie zaogniony. Sztuczne poprawienie wyników finansowych, nawet przez nieliczne instytucje finansowe, może podkopać, i tak już nadwątlone, zaufanie do całego sektora finansowego. W efekcie wszystkie problemy, z jakimi borykają się amerykańskie banki, mogą wystąpić ze zdwojoną siłą. W ten sposób kryzys finansowy zostanie zażegnany tylko na papierze, ponieważ wyniki finansowe banków nie będą warte więcej niż papier, na którym zostaną opublikowane.
Sygnały napływające z USA mają kolosalne znaczenie również dla uczestników polskiego rynku finansowego. Od poprawy lub pogorszenia sytuacji w Stanach Zjednoczonych zależą decyzje wielu inwestorów zagranicznych. Również polityka kredytowa polskich banków w znacznym stopniu uzależniona jest od rozwoju sytuacji na międzynarodowych rynkach finansowych. Jeśli kryzys finansowy w USA będzie się pogłębiał, dostępność kredytów hipotecznych w Polsce na pewno nie wzrośnie, a ich ceny na pewno nie spadną.
Oczywiście niektórzy eksperci bagatelizują wprowadzoną zmianę. Uspokajają oni uczestników i obserwatorów rynku, twierdząc, że już wkrótce nastąpi poprawa nastrojów na rynkach kapitałowych i obecnie bezwartościowe aktywa nabiorą „wartości” zapisanej w księgach banków. Pochopność z jaką zmiana standardów została wprowadzona oraz niefrasobliwość członów FASB zmusza jednak do postawienia pytania: co się stanie, jeśli taki scenariusz się nie sprawdzi?
Zapraszam do dyskusji…
Bartłomiej Samsonowicz
Zamknij
Zamknij
~ex pert