Słowa „recesja w USA” już nikogo nie straszą, od tego tygodnia używa ich nawet Ben Bernanke, szef amerykańskiego banku centralnego. Żeby zrobić wrażenie, trzeba używać ekstremalnych środków wyrazu jak te jaskrawo przesadne szacunki 1600 mld dolarów (?!) strat na rynku amerykańskich nieruchomości – uważa Artur Wolak. Zdaniem doradcy najgorsze może być już za nami, ponieważ po banku Bear Stearns, który upadł, nie ma efektu domina. – Akcje światowych spółek finansowych odnotowały w ubiegłym tygodniu niezłe wzrosty, np. Lehman Brothers + 16 proc, a UBS + 21 proc. – dodaje specjalista i podkreśla, że rynki nie zareagowały na złe dane bieżące o zatrudnieniu w USA, ponieważ inwestowanie jest działaniem skierowanym na przyszłość, a w drugiej połowie 2008 roku najpewniej nawet amerykańskie PKB będzie rosnąć.
Comperia.pl
~inwestor